Stanowski o dziennikarzach sportowych: oceniacie, ale nie płacicie. Spór po zwolnieniu Kaczmarka z Rakowa
Raków Częstochowa zwolnił w poniedziałek Tomasza Kaczmarka po pięciu meczach i 41 dniach pracy, choć we wrześniu zapłacił Radomiakowi za jego klauzulę odstępnego około miliona złotych. Od rana dziennikarze i kibice na X prześcigali się w ocenach, a właściciel klubu Michał Świerczewski stał się bohaterem memów. Po południu odpowiedział im Krzysztof Stanowski. W długim wpisie zarzucił dziennikarzom sportowym, że oceniają decyzje, za które nigdy nie zapłacili, i nazwał dużą część środowiska farmazoniarzami. Pod tekstem pojawił się nawet Sławomir Mentzen, a sam Stanowski przez kolejną godzinę bronił swoich tez w komentarzach.
Najczęściej zadawane pytania
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Podziel się swoją opinią.
TLDR? ;-) W tym artykule przeczytasz o:
Dlaczego Raków zwolnił Tomasza Kaczmarka po pięciu meczach i jak klub doszedł do piątego szkoleniowca od odejścia Marka Papszuna.
Jak na zwolnienie zareagowali dziennikarze i kibice, zanim głos zabrał Krzysztof Stanowski.
Co dokładnie Stanowski napisał o dziennikarzach sportowych i na jakim własnym doświadczeniu opiera swoje tezy.
Jak bronił się w komentarzach, co dopisał Sławomir Mentzen i dlaczego internet przypomniał zachwyty nad Świerczewskim sprzed roku.
Gdzie Stanowski ma rację, gdzie upraszcza i co z tego sporu może wynieść ktoś, kto chce pracować w mediach sportowych.
Poniedziałek w Częstochowie: pięć meczów i milion złotych
W poniedziałkowe przedpołudnie Raków Częstochowa ogłosił, że Tomasz Kaczmarek przestał być pierwszym trenerem drużyny. Bilans 42-letniego szkoleniowca to pięć meczów Ekstraklasy, dwa zwycięstwa i trzy porażki. Ostatnie z tych zwycięstw przyszło w piątek, gdy Raków wygrał z Wieczystą Kraków 2:1. Mimo to drużyna z sześcioma punktami wciąż zamyka ligową tabelę.
Klub nie podał powodu. Kulisy szybko uzupełnili dziennikarze. Marcin Borzęcki z Kanału Sportowego napisał, że przed meczem z Wieczystą trener dostał ultimatum, wygrał, a i tak stracił pracę. Według niego obie strony są niezadowolone, a sam Kaczmarek jest zdziwiony, że nie dostał obiecanego czasu ani zmian w klubie. Borzęcki podał też, że następcą ma zostać Dawid Szwarga, obecnie asystent Rafała Góraka w GKS Katowice. W chwili pisania tego tekstu Raków tego nie potwierdził.
Częstochowski dziennikarz Kamil Głębocki przekazał, że decyzję zakomunikował rano sam Michał Świerczewski i była to, jak to ujął, „po raz kolejny jednoosobowa decyzja”. Dodał, że jeszcze w poprzednim tygodniu można było usłyszeć, że Kaczmarek „kupił szatnię”. Za trenera Raków zapłacił we wrześniu, według medialnych doniesień, około 250 tysięcy euro, czyli mniej więcej milion złotych. Tyle wynosiła klauzula odstępnego w jego kontrakcie z Radomiakiem.
Jak Raków doszedł do piątego trenera w niecały rok
Żeby zrozumieć, skąd tyle emocji, trzeba cofnąć się o kilka miesięcy. Na przełomie 2025 i 2026 roku z Rakowem rozstał się Marek Papszun, który zbudował drużynę od pierwszej ligi do mistrzostwa Polski w 2023 roku. Zastąpił go Łukasz Tomczyk. W styczniu z funkcji prezesa zrezygnował Piotr Obidziński, a jego miejsce ponownie zajął Wojciech Cygan.
Tomczyk wytrzymał do maja. Po przegranym finale Pucharu Polski 4 maja zastąpił go Dawid Kroczek, który wygrał trzy z czterech ostatnich meczów sezonu i dostał nowy kontrakt do czerwca 2028 roku. Nowy sezon zaczął się fatalnie: Raków odpadł po dogrywce z Hajdukiem Split w eliminacjach Ligi Konferencji, a w lidze przegrał cztery pierwsze mecze. Po porażce 2:5 z Jagiellonią Białystok, 31 sierpnia, Kroczek stracił pracę.
Przez dwa mecze drużynę tymczasowo prowadził jego asystent Dawid Szulczek. 8 września Raków uruchomił klauzulę w kontrakcie Kaczmarka, który latem podpisał umowę z Radomiakiem do 2029 roku i zdążył poprowadzić tę drużynę w ośmiu meczach. Pisaliśmy o tym przy okazji sporu Jarosława Królewskiego z Aleksem Haditaghim, bo właściciel Pogoni podał wtedy transfer trenera jako przykład, że klauzule odstępnego służą do korzystania z nich.
Na prezentacji Kaczmarka 10 września Świerczewski mówił otwarcie, że Raków „przestał mieć drużynę”, a celem nowego trenera jest zbudowanie jej od nowa. Wspominał o konieczności ograniczenia ryzyka finansowego i o tym, że na walkę o dawne cele klub może potrzebować jednego, dwóch albo trzech sezonów. Chciał też, żeby piłka w Częstochowie była bardziej atrakcyjna dla kibiców. Kaczmarek dostał na to 41 dni.
Chronologię wypunktował na X Bartłomiej Płonka. Zwrócił uwagę, że klub zapowiadał wyhamowanie i inną drogę, trener podpisał umowę do 2029 roku i w wywiadzie dla Meczyków tłumaczył, dlaczego koniecznie chciał trafić do Częstochowy, a pięć meczów później został zwolniony. Podsumował to cytatem z Nenada Bjelicy o cyrku.
Jeszcze krócej ujął to Damian Smyk, współprowadzący Uniwersum Ekstraklasy. Przypomniał, że latem Szwarga był bez klubu i można go było zatrudnić od razu, a Raków wybrał po drodze przedłużenie umowy z Kroczkiem, jego zwolnienie, wykup Kaczmarka i ultimatum. Puenta: Raków gra w szachy, ale warcabami.
Jeśli Szwarga rzeczywiście obejmie drużynę, będzie piątym szkoleniowcem Rakowa od odejścia Papszuna, licząc tymczasowego Szulczka. Dla klubu to także powrót do znanego: Szwarga przez lata był asystentem Papszuna, a w sezonie 2023/2024 samodzielnie prowadził mistrza Polski.
Zanim odezwał się Stanowski. Dziennikarze oceniają
Przez cały poniedziałek X wyglądał tak, jak zwykle wygląda w dniu zmiany trenera w Ekstraklasie. Szymon Janczyk z Meczyki.pl, były redaktor naczelny Weszło, policzył, że Raków wydał około miliona złotych na wykup trenera w trakcie rundy i zapowiedział rewolucję w stylu gry, systemie i profilach zawodników. Po miesiącu wraca do kontynuacji myśli Papszuna, a jego symbolem ma być Szwarga.
Jakub Treć zwrócił uwagę na skalę zmiany wizerunku. Jego zdaniem klub, który uchodził za poukładany i był stawiany innym za wzór, po odejściu Papszuna rozsypał się jak domek z kart.
Podobnie, choć bardziej ogólnie, napisał Maciej Maćkowiak: częste zmiany trenera odbierają klubowi stabilizację, tożsamość i długofalowy plan rozwoju.
Nie wszyscy krytykowali. Dawid Dobrasz, również z Meczyki.pl, stanął po stronie klubu. Uznał, że wybór Kaczmarka od początku był irracjonalny, a wycofanie się z błędu też jest sztuką. Zauważył też, że decyzją o Szwardze Raków wraca do tego, co działało w nim najlepiej po epoce Papszuna.
Emil Kot ułożył z sytuacji słowną zabawę: po „depapszunizacji” przyszedł czas na „repapszunizację”. Dodał, że praca pierwszego trenera w Ekstraklasie to zajęcie tylko dla wytrwałych.
Głos zabrał też Mateusz Borek, z którym Stanowski w 2020 roku zakładał Kanał Sportowy. Na antenie stwierdził, że „to nie jest poważne”. Przyznał, że właściciel ma prawo do każdej decyzji, bo płaci, ale jego zdaniem Raków powinien przemyśleć klucz, według którego dobiera trenerów. Ta jedna wypowiedź dobrze streszcza spór, który kilka godzin później rozpętał Stanowski.
„Chłopaki, 90% z was nigdy niczym nie zarządzało”
Krzysztof Stanowski zaczął od zastrzeżenia, że nudzi się na lotnisku, a dni takie jak ten, gdy w Ekstraklasie zmieniają się trenerzy, dają mu motywację do pisania. Od razu przypomniał, że sam przez lata był dziennikarzem, który regularnie się wymądrzał, i że dziś ma o wiele więcej wątpliwości niż kiedyś. Wpis ma kilka tysięcy znaków i Stanowski oznaczył go nagłówkiem „DŁUGIE”.
Pierwsza teza dotyczy pieniędzy. Według Stanowskiego zdecydowana większość dziennikarzy nigdy niczym nie zarządzała, a prawie nikt nie finansował swoich decyzji z własnej kieszeni. Jeśli decyzje dziennikarza cokolwiek kosztują, płaci za nie ktoś inny. Jako grupa zawodowa są, jak pisze, odcięci od ryzyka finansowego.
Druga teza dotyczy wiedzy. Dziennikarze nie chodzą na treningi, nie siedzą na odprawach i nie są częścią codziennego życia klubu. Stanowski dodaje, że nawet gdyby chodzili, niewiele by z tego wynikało, bo nie znają procesu treningowego, nie widzą badań zawodników i nie wiedzą, dlaczego jeden gra, a drugi nie. Mogą najwyżej popytać piłkarza albo menedżera, czy trener jest dobry. Stanowski przyznaje, że sam tak robił i uchodził za bardzo poważnego, a teraz nazywa to bzdurami.
Na drugim biegunie stawia właściciela albo prezesa, który wydaje własne pieniądze, na co dzień rozmawia z trenerem i widzi, jak ten funkcjonuje w całej organizacji. Taka osoba według Stanowskiego wie, czy coś z tej współpracy będzie, czy na pewno nie.
Raków jako przykład: „Mecze są co tydzień”
Do Rakowa Stanowski odnosi się wprost. Pisze, że Świerczewski ewidentnie nie trafił z Kaczmarkiem, ale zwalniając go tak szybko, musiał wiedzieć, że dziennikarze zrobią z niego kabareciarza, a może i nieudacznika. Zapłacił za tę decyzję realnie, pieniędzmi i reputacją, a mimo to ją podjął. Stanowski wnioskuje, że właściciel musiał mieć powody i uznał, że z czasem byłoby tylko drożej.
Na argument, że Raków przecież wygrał ostatni mecz, odpowiada dosadnie i krótko: nikogo to nie obchodzi, bo mecze są co tydzień. Zestawia to z cechą, którą przypisuje dziennikarzom: mają problem z wycofaniem się z głupiego zdania, nietrafionej tezy albo złej oceny zawodnika, bo traktują to jako ujmę na honorze.
Najbardziej osobisty fragment dotyczy jego własnego klubu. Stanowski zaznacza, że nie porównuje się ze Świerczewskim, ale sam miał trenera, z którym, jak wiedział, współpraca nic nie da. Nie zwolnił go, bo było mu go szkoda i bał się, że będzie wyglądał niepoważnie, jeśli nie da mu czasu. Dziś pisze, że trzeba było zwalniać od razu, a on stracił czas i pieniądze.
Podejmowanie boli (emocje) i kosztuje (kasa), a ocenianie nie boli. Na podejmowaniu często się traci (minimalizacja strat), a na ocenianiu się zarabia (pensje w redakcji).
– Krzysztof Stanowski
„Świetny fachowiec” i „stara data”, czyli wyświechtane hasła
Dalej Stanowski bierze na warsztat dwa typowe zdania z programów i portali. Przy „trener X to świetny fachowiec” zasypuje autora pytaniami: na ilu treningach był, ile razy rozmawiał z trenerem prywatnie, czy widział go na odprawie, w rozmowie jeden na jeden z zawodnikiem, w stresie i w euforii, i z iloma innymi szkoleniowcami mógł to porównać. Przy „trener Y nie nadąża, stara data” pyta, w czym konkretnie nie nadąża, skoro każdy trener korzysta z technologii i ma sztab od analizy danych. Podejrzewa, że taką opinię rzucił jakiś piłkarz, który akurat nie trafił z formą.
Wniosek jest najostrzejszy w całym tekście. Duża część dziennikarzy sportowych to według Stanowskiego farmazoniarze, a najmocniejszą pozycję w środowisku budują ci, którzy mają najwięcej tupetu i najbardziej przekonująco opowiadają. Ich analizy niewiele różnią się od rozmów kibiców, a na końcu dobrym trenerem okazuje się ten, który się uśmiecha i chętnie odpowiada na pytania. Stanowski wycenia ten uśmiech na piętnaście punktów w sezonie.
Zaznacza przy tym, że tekst nie dotyczy ekspertów, czyli byłych piłkarzy. To według niego osobna kategoria, w której opinie często wynikają z interesów i urażonego ego.
Z B-klasy do III ligi. Skąd Stanowski bierze swoją perspektywę
W drugiej części wpisu Stanowski opowiada, jak podpity dziennikarz nazwał go kiedyś nieudacznikiem, bo nie potrafił awansować ze swoim klubem z IV ligi. Stanowski wylicza, co musiał przejść, żeby w ogóle stanąć przed tą szansą: awanse z B-klasy do A-klasy, potem do ligi okręgowej, do V i do IV ligi, kilkaset treningów i meczów, rozmowy ze sponsorami, sfinansowanie, jak pisze, dziesięciu operacji i kilku lat rehabilitacji oraz wydanie pieniędzy, za które mógłby kupić więcej niż jedno mieszkanie.
Chodzi o KTS Weszło, klub, który Stanowski założył przy swoim portalu. Drużyna w czerwcu 2026 roku zakończyła drogę z B-klasy do III ligi, siedem lat po pierwszym awansie. Stanowski w nawiasie odnotowuje, że awans z IV ligi ostatecznie zrobił.
Na tym tle formułuje swój zarzut główny. Właściciel klubu wydaje pieniądze, choć nie musi, trener i piłkarz utrzymują z pracy rodziny i muszą dbać o karierę. Dziennikarze jako jedyna grupa w tej branży nie ponoszą żadnej odpowiedzialności. Wpis kończy się żartem: zdanie o wyjątkach, które widzą więcej, dopisał po to, żeby w razie czego powiedzieć obrażonemu koledze, że to on jest tym wyjątkiem.
Ważne jest też, kto to pisze. Stanowski zaczynał w wieku 14 lat od stażu w „Przeglądzie Sportowym”, potem założył Weszło, współtworzył Kanał Sportowy i założył Kanał Zero, a w 2025 roku kandydował na prezydenta. Jest więc jednocześnie dziennikarzem, który przez lata oceniał, i przedsiębiorcą, który płaci pensje ludziom zarabiającym na komentowaniu. Zdanie o „pensjach w redakcji” pisze ktoś, kto te pensje wypłaca.
Spór w komentarzach. Tysiące wyświetleń w godzinę
Stanowski nie zostawił wpisu samemu sobie. Przez mniej więcej godzinę odpisywał krytykom, a jego krótkie odpowiedzi zbierały po kilka tysięcy wyświetleń w ciągu pierwszej godziny od publikacji. Najwięcej uwagi zwracały te, w których rozmowa schodziła z piłki na politykę.
Jeden z użytkowników zapytał, skąd w takim razie u właściciela portalu przekonanie, że zna się na zarządzaniu Warszawą. Stanowski odpisał, że gdyby wydatki miasta finansował z własnej kieszeni, nie wydałby miliona złotych na pozycję, którą uważa za zbędną. Na tym, jak napisał, polega różnica między wydawaniem swoich i cudzych pieniędzy. Ta odpowiedź po 44 minutach miała około 3 tysięcy wyświetleń. Rozmówca odbił, że dziennikarze kupują bilety i finansują klub w podobnym stopniu, w jakim Stanowski finansuje budżet miasta. Usłyszał, że nie zrozumiał porównania właściciela klubu z prezydentem miasta, i zakończył wymianę ironicznym podsumowaniem, że dziennikarz sportowy ma po prostu siedzieć cicho.
Podobny wątek pojawił się przy pytaniu, czy trzeba być piekarzem, żeby ocenić chleb. Autor tego komentarza uznał wpis za samobójczy, bo tym samym argumentem można by podważyć połowę politycznej aktywności Stanowskiego. Stanowski odpowiedział, że premier, jakikolwiek, nie dokłada własnych pieniędzy do państwa, tylko na nim zarabia razem ze swoim środowiskiem, więc to zupełnie inna sytuacja. Obie wypowiedzi miały po około 3 tysiące wyświetleń. W innej wymianie dodał, że politycy zarabiają na państwie i trudno uznać, że mają fachową wiedzę w dziedzinach, które im przydzielono.
Najchętniej czytana wymiana była też najkrótsza. Ktoś napisał, że gdyby umiał ładnie pisać, napisałby Stanowskiemu to samo kilkanaście lat temu. „I miałbyś rację:)” odpowiedział Stanowski i obie wypowiedzi po godzinie miały po około 5 tysięcy wyświetleń. Podobnie zareagował na zarzut, że sam nie zna się na piłce, a jego teksty brzmią jak komentarze kibica z kanapy. Odpisał tylko „ok:)”.
Inny użytkownik zapytał, dlaczego Stanowski broni Świerczewskiego, a nie zabierał głosu, gdy z jego właściciela śmiał się internet przy kolejnych zmianach trenerów w Wieczystej. Stanowski odwrócił pytanie: jak ludzie, którzy nie kopnęli piłki i nie wydali na nią dziesięciu złotych, mogą śmiać się z Wojciecha Kwietnia, który z A-klasy zrobił Ekstraklasę. Odpowiedź miała około 4 tysięcy wyświetleń.
Pod wpisem padło też pytanie, kto był dziennikarzem z anegdoty o braku awansu. Stanowski odpowiedział jednym nazwiskiem: Kuba Polkowski. To jego relacja z prywatnej sytuacji, druga strona do chwili publikacji tego tekstu się do niej nie odniosła. Polkowski współprowadzi Foot Truck. Obaj nie pierwszy raz stoją po różnych stronach: w 2021 roku Stanowski publicznie bronił Adama Kotleszkę przed zarzutami dziennikarzy Foot Trucka, w tym Polkowskiego.
„Nie mam nic przeciwko ocenom po wnikliwym śledztwie”
Najważniejsze doprecyzowanie przyszło w rozmowie z Michałem Gniatkowskim. Napisał, że jest trochę symetrystą: obok dziennikarzy farmazoniarzy są też trenerzy, którzy ściemniają, i prezesi nieudacznicy, nawet ci z doświadczeniem w biznesie. Stanowski przyznał mu rację i dopisał, że nie ma nic przeciwko wystawianiu takich ocen, o ile poprzedza je wnikliwe „śledztwo”.
To zdanie zmienia sens całego wpisu. Stanowski nie twierdzi, że dziennikarz nie ma prawa oceniać właściciela czy trenera. Twierdzi, że ocena bez pracy reporterskiej jest warta tyle, co rozmowa przy piwie. Ta wymiana miała ponad 900 wyświetleń, kilkakrotnie mniej niż riposty o polityce.
Była też chwila lżejsza. Gdy jeden z czytelników złapał go na słowie „roztłumaczyć”, Stanowski odparł, że słowo podświetliło mu się jako nieistniejące, ale postanowił je stworzyć. Komuś, kto zarzucał mu słabą analizę tematów politycznych i polecał materiał innego twórcy na jego temat, odpowiedział, że nie ogląda materiałów o sobie, bo wie, jaka jest prawda o nim, chyba że da się je wykorzystać pod treści.
Kibice: „wysyp znawców” i pytanie, po co nam dziennikarze
Wielu czytelników przyznało Stanowskiemu rację. Marcin Kosman napisał, że oglądanie niezliczonych programów z czterema osobami przy stole nie ma sensu, bo dziś mówią jedno, a za tydzień coś zupełnie innego. 67-letni kibic, który, jak pisze, chodzi na mecze od 60 lat, przyznał, że przestał oglądać programy o piłce przez „wysyp” znawców opowiadających banały z mądrą miną. Oba wpisy szybko przekroczyły tysiąc wyświetleń.
Inni szli dalej. Jeden z użytkowników uznał, że kibice nie akceptują szerszego spojrzenia na klub jako przedsiębiorstwo, bo chcą prostej rozrywki i prostych wniosków. Ktoś inny zapytał wprost, po co w czasach mediów społecznościowych, gdy kluby, zawodnicy i menedżerowie komunikują się z kibicami bezpośrednio, potrzebni są dziennikarze sportowi poza komentatorami na żywo. To pytanie zebrało zaledwie kilkadziesiąt wyświetleń, ale dla branży jest chyba najpoważniejsze z całego dnia.
Mentzen: „Identycznie jest z dziennikarzami politycznymi”
Wpis Stanowskiego szybko wyszedł poza bańkę piłkarską. Pod tekstem odpisał Sławomir Mentzen, prezes Nowej Nadziei, jeden z liderów Konfederacji i poseł, który w 2025 roku, podobnie jak Stanowski, kandydował na prezydenta. Pochwalił tekst i dodał, że z dziennikarzami politycznymi jest identycznie.
Przeniesienie sporu na politykę widać też w komentarzach opisanych wyżej. Krytycy Stanowskiego używali jego argumentu przeciwko niemu, pytając, czy w takim razie wolno mu oceniać premiera albo prezydenta Warszawy. Stanowski odpowiadał, że polityk nie wydaje na państwo własnych pieniędzy, więc porównanie nie pasuje. Jedna z osób zauważyła, że w polityce w grę wchodzą także koszty społeczne i ludzkie zdrowie, a nie tylko pieniądze, więc do stracenia jest więcej.
„To się zestarzało pięknie”. Internet pamięta
Stanowski pisał, że dziennikarze nie potrafią wycofać się z nietrafionych tez. Internet zadbał o to, żeby nie musieli. Konto Polish Merkury wyciągnęło wypowiedzi Szymona Janczyka z 27 listopada 2025 roku, z czasu, gdy Papszun odchodził z Częstochowy. Janczyk nazywał wtedy Świerczewskiego „absolutną sigmą” i „gigaczadem”, który przed nikim nie klęka, i pisał, że pod względem zarządzania klubem od Dariusza Mioduskiego dzielą go lata świetlne.
Ten wpis działa w dwie strony. Z jednej potwierdza tezę Stanowskiego, że dziennikarskie wyroki bywają wydawane szybko i na wyrost. Z drugiej pokazuje, że opinia dziennikarza nie znika bez kosztów: wraca po roku z dopiskiem „XD” i każdy może ją zestawić z rzeczywistością. Oceny właściciela zmieniają się tak samo szybko jak oceny trenera, a w Częstochowie widać to na przestrzeni jednego roku.
Gdzie Stanowski ma rację, a gdzie upraszcza
Część jego diagnozy trudno podważyć. Dziennikarz, który nie był na żadnym treningu danej drużyny, nie zna wyników badań zawodników ani treści rozmów w gabinecie prezesa, ocenia klub z zewnątrz. Asymetria kosztów też jest prawdziwa: za wykup i zwolnienie Kaczmarka zapłacił klub, którego Świerczewski jest jedynym właścicielem, a autor najostrzejszego wpisu dostanie za niego co najwyżej więcej polubień. Hasła o „starej dacie” albo o trenerze, który „kupił szatnię”, rzeczywiście często powtarza się bez sprawdzenia, skąd się wzięły.
Krytycy Stanowskiego zwracają jednak uwagę na kilka rzeczy, które w jego tekście nie wybrzmiały. Najważniejsze informacje o poniedziałkowej decyzji, czyli kwotę klauzuli, ultimatum przed Wieczystą i jednoosobowy charakter decyzji, ustalili dziennikarze: Borzęcki, Głębocki, redakcje Weszło i Meczyków. To jest ta praca reporterska, którą sam Stanowski uznaje za podstawę do oceny. Bez niej kibice znaliby tylko lakoniczny komunikat klubu.
Drugi kontrargument dotyczy porównania słów z czynami. We wrześniu Świerczewski publicznie zapowiadał odbudowę drużyny, ograniczanie ryzyka i proces liczony w sezonach. Dziennikarz, który po 41 dniach zestawia te zapowiedzi z decyzją, nie wymyśla nic z kosmosu, tylko sprawdza publiczne deklaracje. Na to samo zwracał uwagę felieton „Działanie bez mapy” w WP SportoweFakty, którego autor przypominał, że Świerczewski słynie z długiego i starannego procesu rekrutacji trenerów.
Trzeci zarzut jest prosty: to, że ktoś płaci, nie oznacza, że ma rację. Własne pieniądze zwiększają motywację do dobrej decyzji, ale jej nie gwarantują. Mateusz Borek ujął to tak, że właściciel ma prawo do każdej decyzji, ale klucz doboru trenerów trzeba przemyśleć. Przy decyzji podejmowanej, jak podaje Głębocki, przez jedną osobę, publiczna krytyka jest jednym z niewielu zewnętrznych głosów, które w ogóle do niej docierają.
I wreszcie: dziennikarze też płacą za pomyłki, tylko inną walutą. Wpis Polish Merkury pokazuje, że wiarygodność można stracić w jeden wieczór. Wiarygodność jest dla dziennikarza mniej więcej tym, czym kapitał dla właściciela klubu, a rynek mediów sportowych coraz chętniej pokazuje, kto trafiał w swoich tezach, a kto nie.
Co z tego wynika dla kogoś, kto chce być dziennikarzem sportowym
Dla czytelników PracaSport.pl najciekawsze w całym sporze są pytania, które Stanowski zadał w swoim tekście. Na ilu treningach byłeś? Ile razy rozmawiałeś z trenerem poza konferencją? Z iloma szkoleniowcami możesz go porównać? Można je potraktować jak zaczepkę, ale można też jak listę rzeczy do zrobienia przed napisaniem pierwszego zdania z oceną.
Stanowski powtarza tu zresztą to, co mówił początkującym dziennikarzom już dawno. W 2013 roku, na samym początku działania PracaSport.pl, przytaczaliśmy jego felieton z Weszło, w którym radził: nie ustalaj taktyki za selekcjonera, tylko chodź codziennie na treningi lokalnych klubów, rozmawiaj z ludźmi i pisz o tym, co zobaczyłeś. Wtedy przekonywał, że taka praca w ciągu roku daje szansę na propozycję pracy w redakcji. Dziś mówi o tym samym od drugiej strony: kto nie zna klubu od środka, powinien uważać z wyrokami.
W praktyce oznacza to kilka nawyków. Zanim wystawisz ocenę, sprawdź, kto pierwszy podał informację, z jakiego źródła i czy zgadza się z wcześniejszymi deklaracjami klubu. Opisuj, co widziałeś i co ustaliłeś, a opinię oznaczaj jako opinię. O tym, jak przygotować się do rozmowy z zawodnikiem albo trenerem, pisaliśmy w poradniku „Wywiad ze sportowcem. Jak się przygotować, o co pytać i jak go spisać?”, a o tym, co pokazać redakcji na start, w tekście o portfolio dziennikarza sportowego. Ogólne ścieżki wejścia do zawodu opisaliśmy w artykule „Jak zostać dziennikarzem sportowym?”.
Zwróćcie też uwagę, kto w poniedziałek wniósł do dyskusji najwięcej. Najczęściej cytowane były ustalenia ludzi, którzy mają źródła w klubie, w tym dziennikarza z Częstochowy. Lokalny reporter, który zna szatnię i gabinety, okazał się cenniejszy od kolejnego komentarza z Warszawy.
Komentarz redakcji
Naszym zdaniem Stanowski trafił w realny problem, ale lekarstwo przepisał nie to, co trzeba. Dziennikarz nie musi wydać miliona złotych na trenera, żeby mieć prawo powiedzieć, że wydanie miliona i zwolnienie trenera po 41 dniach wygląda źle. Musi za to wiedzieć więcej niż kibic na trybunie i uczciwie oddzielać to, co ustalił, od tego, co mu się wydaje. Sam Stanowski przyznał to w komentarzach, pisząc, że nie ma nic przeciwko ocenom po wnikliwym śledztwie, tylko ta riposta zebrała kilka razy mniej wyświetleń niż przepychanki o polityce. Dobry test zbliża się szybko: gdy Raków oficjalnie przedstawi następcę, zobaczymy, czy w programach padnie więcej pytań o plan, który Świerczewski ogłosił we wrześniu, czy więcej gotowych wyroków o tym, kto jest dobry, a kto zły. Dla młodych ludzi, którzy chcą pracować w tym zawodzie, wniosek jest praktyczny: najmocniejszą pozycję w poniedziałek mieli ci, którzy wiedzieli coś, czego inni nie wiedzieli. Tupet pomaga zebrać zasięgi, ale pracę w redakcji coraz częściej dostaje się za źródła i wiedzę z boiska treningowego.
Tomasz Kaczmarek przestał pełnić funkcję pierwszego trenera Rakowa Częstochowa.
42-letni trener prowadził drużynę Medalików w pięciu meczach PKO BP Ekstraklasy, notując bilans dwóch zwycięstw i trzech porażek.
- Dziękuję moim piłkarzom i sztabowi, wszystkim ludziom w klubie zaShow more
1. Dawid Kroczek rozpoczyna sezon
2. Kroczek zwolniony, na początku września w dwóch meczach drużynę prowadzi Dawid Szulczek.
3. Raków wykupuje 8 września Tomasza Kaczmarka z Radomiaka, gdzie popracował 8 meczów.
4. Słyszymy od władz klubu, że Rakow musi wyhamować i pójść innaShow more
Raków Częstochowa
@Rakow1921
Tomasz Kaczmarek przestał pełnić funkcję pierwszego trenera Rakowa Częstochowa.
42-letni trener prowadził drużynę Medalików w pięciu meczach PKO BP Ekstraklasy, notując bilans dwóch zwycięstw i trzech porażek.
- Dziękuję moim piłkarzom i sztabowi, wszystkim ludziom w klubie za
>możesz wziąć Szwargę latem (nie ma klubu)
>nie bierzesz Szwargi
>przedłużasz Kroczka
>zwalniasz Kroczka
>wykupujesz Kaczmarka
>przegrywa 3 z 4 meczów
>dajesz mu ultimatum na Wieczystą
>wygrywa
>i tak zwalniasz Kaczmarka
>bierzesz Szwargę
Rakow gra w szachy, ale warcabami.
Marcin Borzęcki
@m_borzecki
Dawid Szwarga ma zastąpić Tomasza Kaczmarka w Rakowie Częstochowa.
Raków Częstochowa wydał +/- milion zł, żeby naprędce wykupić trenera w trakcie rundy i przeprowadzić gruntowną rewolucję: styl gry, system, profile zawodników.
Zwalnia go po miesiącu, bo jednak zamiast rewolucji ma być kontynuacja Papszuna.
Nowym trenerem Dawid Szwarga.
😂
Raków Częstochowa
@Rakow1921
Tomasz Kaczmarek przestał pełnić funkcję pierwszego trenera Rakowa Częstochowa.
42-letni trener prowadził drużynę Medalików w pięciu meczach PKO BP Ekstraklasy, notując bilans dwóch zwycięstw i trzech porażek.
- Dziękuję moim piłkarzom i sztabowi, wszystkim ludziom w klubie za
Niesamowite jak w krótkim czasie Raków z klubu, który uchodził za poukładany, mogący być wzorem dla innych jeśli chodzi o pewne struktury, posypał się jak domek z kart po odejściu Marka Papszuna. Organizacyjnie Stał... Raków Częstochowa, totalny chaos
Raków Częstochowa
@Rakow1921
Tomasz Kaczmarek przestał pełnić funkcję pierwszego trenera Rakowa Częstochowa.
42-letni trener prowadził drużynę Medalików w pięciu meczach PKO BP Ekstraklasy, notując bilans dwóch zwycięstw i trzech porażek.
- Dziękuję moim piłkarzom i sztabowi, wszystkim ludziom w klubie za
A ja pochwalę Raków Częstochowa - od początku decyzja o wyborze Tomasza Kaczmarka była irracjonalna. Wycofać się z błędu to też sztuka. Dawanie czasu trenerowi, który na to nie zasługuje, nie ma sensu.
Właściciel mówił, że korzystali/korzystają z tej samej firmy co Lech. Może toShow more
No to mieliśmy DE-PAPSZUNIZACJĘ w Rakowie... Teraz czas na RE-PAPSZUNIZACJĘ? 🧐
Praca na stanowisku pierwszego trenera w naszej @_Ekstraklasa_ to niezłe wyzwanie... Tylko dla wytrwałych!
(DŁUGIE - DZIENNIKARSTWO SPORTOWE)
Muszę wam coś napisać o dziennikarzach sportowych, no trudno. Od dawna mi to chodziło po głowie, a jak są takie dni jak dzisiaj - gdy w ekstraklasie zmieniają się trenerzy - to wraca mi motywacja, żeby postukać w klawiaturę. Zwłaszcza, że nudzęShow more
Ale to się zestarzało pięknie XD
Szymon Janczyk 27 listopada 2025:
-Michał Świerczewski to wśród właścicieli polskich klubów absolutna sigma, gigaczad i tak dalej. Możecie opisać go dowolnym słowem, byle takim, które oddaje, że facet po prostu przed nikim nie klęka, budującShow more