Marka osobista dziennikarza sportowego. Od czego zacząć?
Zanim redaktor odpisze na twoje zgłoszenie, a rzecznik klubu zgodzi się na wywiad, najpewniej wpisze twoje nazwisko w wyszukiwarkę. To, co tam znajdzie, jest twoją marką osobistą, niezależnie od tego, czy świadomie o nią dbasz. Michał Pol, Tomasz Ćwiąkała i Andrzej Twarowski pokazują, że rozpoznawalność buduje się latami, z konsekwencji, specjalizacji i własnego stylu, a nie z dnia na dzień. Podpowiadamy, od czego zacząć, co zrobić w pierwszym miesiącu i jak nie zniszczyć marki jednym wpisem.
TLDR? ;-) W tym artykule przeczytasz o:
Jak sprawdzić, co internet mówi o tobie jako dziennikarzu.
Jak Tomasz Ćwiąkała zamienił znajomość języków w specjalizację, a potem we własny kanał.
Co powinno się znaleźć na stronie wizytówce i w opisie profilu.
Dlaczego Michał Pol od 2007 roku podpisuje swoje projekty jedną nazwą.
Jak reagować, gdy popełnisz błąd albo wpadniesz w internetową awanturę.
Od czego zacząć w pierwszym miesiącu.
Zacznij od wyszukiwarki
Wpisz w Google swoje imię i nazwisko, najlepiej w oknie prywatnym, żeby wyniki nie były dopasowane do twojej historii. Sprawdź, czy pierwsza strona pokazuje cię jako dziennikarza, czy widać twoje najlepsze teksty i czy ktoś, kto chce się z tobą skontaktować, znajdzie adres mailowy albo profil zawodowy. Jeśli zamiast tego wyskakują zdjęcia z wakacji, stary profil z gier albo wyniki biegu na 10 km, wiesz już, nad czym pracować.
Najczęściej zadawane pytania
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Podziel się swoją opinią.
Przejrzyj też zakładkę z grafiką i swoje profile społecznościowe. Zdjęcie profilowe sprzed dziesięciu lat albo konto z pseudonimem z gimnazjum to pierwsze, co zobaczy rzecznik prasowy przed odpowiedzią na prośbę o akredytację.
Gorzej, gdy nie ma nic. Redakcja, która nie znajdzie o tobie żadnej informacji, musi oceniać cię wyłącznie na podstawie maila. Ktoś, kto ma za sobą kilkadziesiąt opublikowanych tekstów i aktywny profil, startuje z innej pozycji.
Specjalizacja, która przychodzi sama
Zanim założysz stronę czy nowe konto, zastanów się, z czym chcesz się kojarzyć. Specjalista od piłki ręcznej, ekspert od zagranicznych lig młodzieżowych, dziennikarz z poczuciem humoru albo chłodny analityk to różne marki, które przyciągają różne propozycje. Warto też wiedzieć, co robisz lepiej niż inni: może sportowcy łatwo się przed tobą otwierają albo potrafisz szybko znaleźć dane, których inni szukają godzinami.
Dobrym przykładem jest Tomasz Ćwiąkała. Studiował filologię portugalską, a gdy pisał dla Weszło, dzięki znajomości języków wyspecjalizował się w wywiadach z piłkarzami z Półwyspu Iberyjskiego i Ameryki Południowej. W Eleven Sports komentował głównie La Ligę, a dziś relacjonuje ją w Canal+ Sport.
Jego specjalizacja wynikła z tego, co już umiał i lubił, a nie z planu marketingowego. Nie wymuszaj jej na siłę. Czytelnik szybko wyczuje, że udajesz eksperta od dyscypliny, której nie lubisz.
Marka, która daje niezależność
Historia Ćwiąkały pokazuje też, po co budować własne nazwisko. W grudniu 2018 roku założył kanał na YouTube, a gdy chwilę później przechodził do Canal+ Sport, warunkiem transferu była zgoda na jego równoległe prowadzenie. Dziś sam nazywa kanał swoją główną pracą i źródłem zarobku. W rozmowie na Kanale Zero opisał swoją karierę jako ciąg następstw: bez Weszło nie byłoby Eleven Sports, bez Eleven zaproszeń do Misji Futbol, a bez nich własnego kanału.
Nie każdy musi zakładać kanał. Ale dziennikarz, którego czytelnicy znają z nazwiska, ma mocniejszą pozycję w rozmowie z każdym pracodawcą i nie zaczyna od zera, gdy zmienia redakcję.
Strona wizytówka i dobry opis
Profil na platformie społecznościowej możesz stracić z dnia na dzień, gdy serwis zmieni zasady albo zniknie z rynku. Własna strona zostaje. Wystarczy prosta wizytówka pod domeną z twoim imieniem i nazwiskiem, która kosztuje kilkadziesiąt złotych rocznie. Umieść na niej zdjęcie, kilka zdań o sobie, pięć do dziesięciu najlepszych tekstów z linkami, adres mailowy i odnośniki do profili społecznościowych.
Najważniejsze jest pierwsze zdanie opisu, bo to ono trafia do profili i stopki maila. Powinno odpowiadać na trzy pytania: o czym piszesz, gdzie i jak się z tobą skontaktować. „Piszę o siatkówce kobiet dla serwisu X, wcześniej relacjonowałem Tauron Ligę dla Y. Kontakt: imie.nazwisko@…” mówi więcej niż „pasjonat sportu i dobrej kawy”. Adres mailowy też jest częścią wizerunku, dlatego zamiast starego loginu z gimnazjum załóż skrzynkę z imieniem i nazwiskiem.
Na wizytówce możesz też prowadzić bloga, choć to większe zobowiązanie. Michał Pol, dziś współzałożyciel Kanału Sportowego i redaktor naczelny serwisu kanalsportowy.pl, założył bloga Polsport w 2007 roku, jako jeden z pierwszych polskich dziennikarzy sportowych. Po latach wspominał w rozmowie z PublicRelations.pl:
Nikt tego nie doceniał, w tamtych latach pisanie bloga było fanaberią… dopiero później stało się niemal obowiązkiem. Działaniem dobrze widzianym przez pracodawców.
Nazwa Polsport towarzyszy mu do dziś: pod nią prowadził przez wiele lat kanał na YouTube i tak podpisuje się w sieci. To przykład spójności, o którą warto zadbać od początku. Ta sama nazwa użytkownika, to samo zdjęcie i podobny opis na każdym profilu sprawiają, że ludzie łączą wszystkie twoje działania w jedną osobę. Zanim założysz konta, sprawdź, czy wybrana nazwa jest wolna na wszystkich platformach, z których zamierzasz korzystać.
Pamiętaj tylko, że porzucony blog z ostatnim wpisem sprzed trzech lat działa na twoją niekorzyść. Jeśli nie masz czasu na regularne pisanie, zostań przy samej wizytówce.
Media społecznościowe: lepiej mniej, ale regularnie
Nie musisz być wszędzie. Wybierz jedno albo dwa miejsca, w których bywają twoi czytelnicy i ludzie z branży, i działaj tam regularnie. Udostępniaj swoje teksty, ale też komentuj wydarzenia ze swojej dyscypliny, dziel się ciekawostkami, których nie zmieściłeś w artykule, i bierz udział w dyskusjach. Profil, na którym są wyłącznie linki do własnych artykułów, przypomina tablicę ogłoszeń.
Gdy przeprowadzisz wywiad, opublikuj wspólne zdjęcie z rozmówcą i oznacz go. Sportowiec często udostępni wpis, a ty pokażesz swój tekst jego kibicom.
Mów, gdy cię pytają
Nie odmawiaj, gdy ktoś prosi cię o wypowiedź jako eksperta. Gościnny tekst w innym serwisie, udział w podcaście, rozmowa w lokalnym radiu albo spotkanie z uczniami o pracy dziennikarza to okazje, żeby pokazać się nowym odbiorcom. Każde takie wystąpienie to też kolejny wynik w wyszukiwarce przy twoim nazwisku.
Zaproszenia często prowadzą do kolejnych. Ćwiąkała trafiał do programu Misja Futbol, do którego zapraszał go właśnie Michał Pol, a sam wymienia te występy jako jeden z etapów, które doprowadziły go do własnego kanału. Na początku zaproszeń będzie niewiele, więc zadbaj o to, żeby łatwo było cię znaleźć. Dziennikarz, który od dwóch lat pisze o żużlu, może być pierwszym wyborem lokalnego radia, pod warunkiem że ktoś wie o jego istnieniu.
Własny styl, ale bez kopiowania
Andrzej Twarowski przez lata otwierał transmisje Premier League słowami „Siadamy głęboko w fotelach, zapinamy pasy i startujemy”. Zwrot tak mocno związał się z komentatorem, że radio internetowe, które współtworzył jesienią 2017 roku po odejściu z Canal+, nazywało się ZapinamyPasy.pl.
Taki znak rozpoznawczy pojawia się zwykle z czasem, a nie dlatego, że ktoś go zaplanował. Nie kopiuj zwrotów ani maniery bardziej doświadczonych kolegów, bo czytelnicy i widzowie od razu to wyłapią. Twój styl może być widoczny w drobiazgach. Ćwiąkała konsekwentnie mówi o „rozmowach”, a nie „wywiadach”, a jego zasadą jest zadawanie trudnych pytań bez wrogiej atmosfery.
Do stylu należy też to, jak zachowujesz się poza tekstem: punktualność, kultura osobista i schludny wygląd na konferencji prasowej. W małym środowisku sportowym ludzie pamiętają nie tylko teksty, ale też to, jak się z nimi pracowało.
Kontakty bez nachalności
Poznawaj ludzi z branży, ale naturalnie. Zaproszenie do znajomych wysłane do każdego znanego dziennikarza i seria wiadomości z prośbą o radę raczej zniechęcą niż pomogą. Lepiej poprosić o opinię raz, gdy masz tekst, z którego jesteś naprawdę zadowolony, i podziękować za każdą odpowiedź, także krytyczną.
Najlepsze kontakty powstają przy okazji pracy: na meczach, konferencjach prasowych i w redakcjach, w których zaczynasz. Ludzie, z którymi dziś piszesz do niszowego serwisu, za kilka lat mogą być wydawcami w dużych mediach. Historię jednej z takich redakcji opisaliśmy w tekście 25 lat iGola, a jej absolwentem jest zresztą także Ćwiąkała.
Jak nie zniszczyć marki jednym wpisem
Na markę pracuje się latami, a stracić ją można w kilka minut. Najczęściej przez wpis napisany w emocjach: po przegranym meczu ulubionej drużyny, w kłótni z czytelnikiem albo o własnej redakcji. Zapytaj, czy twoja redakcja ma zasady korzystania z mediów społecznościowych przez pracowników. Jeśli nie ma, trzymaj się kilku prostych reguł. Nie krytykuj publicznie pracodawcy, kolegów ani wydarzeń, które twój serwis objął patronatem. Nie obrażaj czytelników ani konkurencji. Nie oddawaj nikomu haseł do swoich kont.
Jeśli popełnisz błąd w tekście i czytelnicy go wytkną, przyznaj się, przeproś i popraw. Nie kasuj artykułu ani krytycznych komentarzy i nie udawaj, że chodziło o coś innego. Zwykły hejt najlepiej zignorować, a obraźliwe wpisy możesz usunąć i zablokować ich autorów. Zanim odpowiesz na cokolwiek, daj sobie kilka minut i, jeśli to możliwe, skonsultuj sytuację z kimś bardziej doświadczonym.
Ustaw też powiadomienia o swoim nazwisku. Darmowe Google Alerts wyśle ci maila, gdy w sieci pojawi się nowa wzmianka. Bardziej rozbudowane narzędzia, takie jak polski Brand24, przeszukują także media społecznościowe, ale na początku kariery zwykle wystarczy darmowa opcja.
Plan na pierwszy miesiąc
W pierwszym tygodniu sprawdź swoje nazwisko w wyszukiwarce, uporządkuj albo ukryj stare profile i załóż zawodowy adres mailowy. W drugim wybierz nazwę użytkownika i zdjęcie, a potem ujednolić je na profilach, które zostawiasz, i napisz jednozdaniowy opis według wzoru z tego tekstu.
W trzecim tygodniu postaw prostą wizytówkę z kilkoma najlepszymi tekstami. W czwartym ustaw powiadomienia o swoim nazwisku i zaplanuj regularność: na przykład jeden tekst i trzy wpisy w mediach społecznościowych tygodniowo. Taki plan nie zajmie więcej niż kilka godzin w tygodniu, a po miesiącu każdy, kto wpisze twoje nazwisko w Google, zobaczy dziennikarza.
Komentarz redakcji
Marka osobista brzmi jak coś dla gwiazd telewizji, ale w praktyce to po prostu porządek: wiadomo, kim jesteś, o czym piszesz i jak się z tobą skontaktować. Najczęstszy błąd to zaczynanie od dekoracji, czyli logo, kolorów i kont na wszystkich platformach, zanim powstanie choć kilka dobrych tekstów. Kolejność powinna być odwrotna: najpierw teksty, potem wizytówka, na końcu reszta. Historie Pola i Ćwiąkały łączy to, że ich marka urosła na pracy, która miała sens sama w sobie: blogu pisanym, gdy nikt tego nie doceniał, i rozmowach z piłkarzami w ich własnym języku. Prowadzimy na PracaSport.pl katalog Ludzie sportu i widzimy, że najłatwiej opisać tych dziennikarzy, których droga jest dobrze udokumentowana w sieci. Zadbaj więc, żeby za kilka lat było co o tobie napisać. Jeśli dopiero zaczynasz, zajrzyj do poradnika Jak zostać dziennikarzem sportowym?