Legia zarabia 112 zł na każdym kibicu, Termalica 17 zł. Ile jest wart widz w Ekstraklasie?

Kluby PKO Bank Polski Ekstraklasy zarobiły na dniu meczowym 278 mln zł, o 30% więcej niż sezon wcześniej, choć liczba kibiców na trybunach wzrosła tylko o 13%. Rosnąca różnica bierze się z jednego wskaźnika, który raport „Finansowa Ekstraklasa” Grant Thornton podaje dla każdego klubu: przychodu z dnia meczowego w przeliczeniu na jednego widza. Między najlepszą a najsłabszą pod tym względem drużyną różnica jest prawie siedmiokrotna.
112 zł w Warszawie, 17 zł w Niecieczy
Średnia dla klubów Ekstraklasy wzrosła w sezonie 2025/2026 z 40 zł do 46 zł na jednego kibica. Prowadzi Legia Warszawa ze 112 zł, drugi jest Lech Poznań z 78 zł, trzeci Widzew Łódź z 71 zł, a czwarta Pogoń Szczecin z 66 zł. Na drugim końcu stawki są Piast Gliwice (19 zł) i Bruk-Bet Termalica Nieciecza (17 zł). Cała dolna połowa tabeli, od Cracovii w dół, nie przekracza 31 zł.
Wskaźnik liczony jest prosto: łączne przychody z dnia meczowego podzielone przez sumę widzów na wszystkich meczach domowych, w lidze, Pucharze Polski i europejskich pucharach. Obejmuje więc nie tylko bilety, ale też karnety, catering, loże, subskrypcje i pozostałe usługi na stadionie. To odróżnia go od zwykłej ceny biletu i pokazuje, ile klub potrafi wycisnąć z jednego wejścia na stadion.
Górnik ma więcej kibiców niż Legia. I zarabia na nich trzy i pół raza mniej
Najlepiej widać to na przykładzie Zabrza. Górnik zajął drugie miejsce w lidze pod względem średniej frekwencji: 23 888 widzów na mecz, 85% zapełnienia stadionu, więcej niż Legia (23 490 widzów, 76%). Na dniu meczowym zarobił jednak 17,5 mln zł, a Legia 61,6 mln zł. Różnicę robi właśnie przychód na kibica: 43 zł w Zabrzu wobec 112 zł w Warszawie.
Gdyby Górnik zarabiał na każdym z 406 tys. widzów tyle, co Legia, jego dzień meczowy byłby wart około 45 mln zł zamiast 17,5 mln zł. To więcej niż klub dostał w sezonie ze sprzedaży zawodników. Tyle warta jest w Ekstraklasie różnica między pełnym stadionem a stadionem, który potrafi sprzedać coś więcej niż bilet.
Z czego składa się 112 zł Legii
Raport rozbija dzień meczowy Legii na segmenty. Z 61,6 mln zł bilety dały 25,8 mln zł, karnety 10,1 mln zł, catering 6,5 mln zł, subskrypcje 3,6 mln zł, a pozostałe przychody z dnia meczowego 15,6 mln zł. Ćwierć wpływów ze stadionu Legia zarabia więc poza sprzedażą biletów, karnetów i jedzenia.
Karol Zając, dyrektor finansowy Legii, zwraca w raporcie uwagę, że dzień meczowy, sklep, sponsoring i wykorzystanie stadionu poza meczami dały klubowi podstawę przychodów niezależną od miejsca w tabeli. W sezonie, w którym Legia skończyła ligę na 6. miejscu i odpadła wcześnie z Pucharu Polski, stadion pozostał drugim najlepszym źródłem przychodów z dnia meczowego w lidze.
Widzew bez cateringu, Lechia z pustym stadionem
Dwa kluby pokazują, gdzie jeszcze leżą rezerwy. Widzew Łódź ma 71 zł na kibica i 96% zapełnienia stadionu, najwyższe w lidze poza Rakowem. Klub nie ma jednak w ogóle przychodów z cateringu stadionowego, co Grant Thornton zaznacza w przypisie. Przy 309 tys. widzów w sezonie sam catering na poziomie Legii, około 12 zł na osobę, dałby Widzewowi dodatkowe 3,7 mln zł rocznie.
Lechia Gdańsk ma problem odwrotny. Na kibicu zarabia przyzwoite 48 zł, więcej niż Górnik czy Jagiellonia, ale jej stadion na 41,6 tys. miejsc zapełnia się średnio w 36%. Podobnie KGHM Zagłębie Lubin: 40% zapełnienia i 24 zł na widza. W obu przypadkach duży obiekt kosztuje, a nie zarabia. Raków z kolei ma 97% zapełnienia i 55 zł na kibica, ale stadion na 5,5 tys. miejsc sprawia, że cały dzień meczowy to zaledwie 8% przychodów klubu.
Kto przyszedł na stadion po raz pierwszy
Rosnący przychód na kibica nie oznacza, że kluby żyją wyłącznie z tych samych ludzi. Grant Thornton policzył na podstawie baz biletowych, że w sezonie 2025/2026 na stadiony Ekstraklasy weszło 521 tys. osób, które nigdy wcześniej nie kupiły biletu w danym klubie. To około 11% całej frekwencji. Najwięcej nowych widzów pozyskał Lech, blisko 129 tys., czyli 16% swojej publiczności. Legia przyciągnęła 80 tys. nowych osób, Górnik 38 tys., Jagiellonia 36 tys.
Komentarz redakcji
Przychód na kibica to wskaźnik, który mówi więcej o pracy ludzi w klubie niż o piłkarzach. Frekwencję da się częściowo kupić wynikami, ale 112 zł zamiast 43 zł od tej samej osoby to efekt lat pracy działów sprzedaży, hospitality, marketingu i obsługi kibica. Widać po tym, gdzie w Ekstraklasie w najbliższych sezonach będą powstawać nowe stanowiska: nie w ticketingu, bo bilety sprzedają się same, tylko w cateringu, ofercie dla firm i w utrzymaniu kontaktu z pół milionem osób, które w tym sezonie przyszły na stadion po raz pierwszy. Górnik pokazał w tym sezonie, że da się zapełnić trybuny. Teraz ma przed sobą trudniejsze zadanie: nauczyć się na nich zarabiać.
Zdjęcie: PracaSport.pl
Komentarze
Nikt jeszcze nie skomentował. Podziel się swoją opinią.





