Stephen Curry żegna Under Armour po 13 latach. Chińska marka zapłaci mu fortunę

Stephen Curry podpisał dziesięcioletni kontrakt sprzętowy z chińską marką Li-Ning. Według źródeł ESPN umowa jest warta ponad 400 milionów dolarów i kończy najgłośniejsze poszukiwania nowego producenta butów w historii NBA. Gwiazdor Golden State Warriors rozstał się z Under Armour w listopadzie 2025 roku, po 13 latach współpracy. Nowa umowa obejmuje nie tylko koszykówkę, ale też golfa, odzież codzienną i prawo do podpisywania własnych zawodników pod szyldem Curry Brand.
TLDR? ;-) W tym artykule przeczytasz o:
- Szczegółach rekordowej umowy Curry’ego z Li-Ning i powodach, dla których odrzucił wyższą ofertę finansową.
- Tym, jak chińska marka goni Nike na największym rynku koszykarskim świata.
- Kontrowersjach politycznych, które od razu pojawiły się wokół tej współpracy.
Koniec ery Under Armour
Historia Curry’ego z Under Armour zaczęła się w 2013 roku i była jedną z najciekawszych opowieści biznesowych w NBA. Curry wszedł do ligi jako zawodnik Nike, ale gigant z Oregonu nie wyrównał oferty mniejszego konkurenta, wynoszącej niecałe 4 miliony dolarów za sezon. Under Armour zyskało twarz marki, która szybko stała się dwukrotnym MVP ligi i czterokrotnym mistrzem NBA.
Nie obyło się bez wpadek. W 2016 roku model Chef Curry 2 Low został bezlitośnie wyśmiany w mediach społecznościowych jako „buty dla taty”. Mimo to linia sygnowana nazwiskiem Curry’ego przez lata pozostawała filarem koszykarskiej oferty firmy z Baltimore. Współpraca zakończyła się w listopadzie 2025 roku, gdy obie strony ogłosiły polubowne rozstanie po 13 latach.
Przez ponad pół roku Curry pozostawał bez umowy sprzętowej, a o jego podpis zabiegały marki amerykańskie i zagraniczne. Co ciekawe, według ESPN co najmniej jedna z nich zaoferowała więcej pieniędzy niż Li-Ning. Curry wybrał jednak chińskiego producenta.
Co obejmuje umowa z Li-Ning?
Kontrakt wynegocjowany przez agenta Jeffa Austina z agencji Octagon zakłada globalny rozwój marki Curry Brand. W pakiecie znalazły się produkty koszykarskie, odzież codzienna inspirowana sportem, pełna linia golfowa oraz prawo do podpisywania innych sportowców pod szyldem marki Curry’ego. Li-Ning planuje też otwieranie sklepów Curry Brand w Stanach Zjednoczonych i Chinach.
Wątek golfowy nie jest przypadkowy. 38-letni Curry od lat traktuje tę dyscyplinę jako element życia po zakończeniu kariery koszykarskiej. Dziesięcioletnia umowa sięga więc daleko poza jego ostatnie sezony w NBA.
Na decyzję wpłynął również czynnik czysto praktyczny. Curry testował buty dwóch zawodników związanych z Li-Ning, czyli swojego klubowego kolegi Jimmy’ego Butlera oraz legendy ligi Dwyane’a Wade’a, którego linia Way of Wade otworzyła chińskiej marce drzwi do NBA. Rzekomo komfort tych modeli przekonał go do wyboru azjatyckiego producenta.
To firma prawdziwie zakorzeniona w sporcie. Razem będziemy kontynuować misję Curry Brand poprzez historie, platformy i produkty, które zainspirują kolejne pokolenie na całym świecie – ogłosił Curry w mediach społecznościowych.
Li-Ning goni Nike na chińskim rynku
Wybór Curry’ego to nie tylko transakcja sprzętowa. To sygnał zmiany układu sił na rynku odzieży sportowej. Li-Ning, firma założona w 1990 roku przez legendarnego gimnastyka Li Ninga, wygenerowała w 2025 roku 4,3 miliarda dolarów przychodu, z czego aż 98% pochodziło z rynku chińskiego. Nike w tym samym czasie zarobiło w Chinach 6,5 miliarda dolarów.
Różnica wciąż jest spora, ale jeszcze w 2020 roku Nike z wynikiem 6,7 miliarda dolarów trzykrotnie przewyższało Li-Ning, które miało wtedy 2,2 miliarda. Analitycy prognozują, że chińska marka może wyprzedzić Nike na rodzimym rynku do 2030 roku. Amerykański gigant ma zresztą coraz większe problemy w regionie. W ciągu ostatnich czterech pełnych lat jego sprzedaż w Chinach spadła o 20%.
Korzyść jest obustronna. Curry umacnia swoją i tak ogromną popularność na drugim największym rynku koszykarskim świata, a Li-Ning zyskuje twarz, która może otworzyć firmie drogę do amerykańskich konsumentów. Skalę umowy najlepiej podsumował klubowy kolega Curry’ego.
Podpisanie kontraktu sprzętowego wartego ponad 400 milionów dolarów w wieku 38 lat to coś niespotykanego. To pokazuje, jaką wagę ma nazwisko Steph Curry – ocenił Draymond Green w swoim podcaście.
Kontrowersje polityczne od pierwszego dnia
Umowa natychmiast wywołała reakcje w Waszyngtonie. Li-Ning oraz kilka innych chińskich firm zostało wskazanych przez rząd Stanów Zjednoczonych i organizacje praw człowieka jako podmioty korzystające z pracy przymusowej. Towary Li-Ning zostały objęte zakazem importu do USA już w 2022 roku.
Kongresmen Chris Smith, republikanin z New Jersey i współprzewodniczący komisji Kongresu do spraw Chin, zapowiedział, że zwróci się do Departamentu Bezpieczeństwa Krajowego o zbadanie importu produktów Li-Ning.
Steph Curry jest jednym z najbardziej utalentowanych i najczęściej oglądanych koszykarzy na świecie i właśnie dlatego ta sprawa ma znaczenie. NBA, jej zawodnicy i serwisy takie jak Amazon nie mogą sugerować, że stoją po stronie sprawiedliwości społecznej w kraju, jednocześnie inkasując czeki od firm powiązanych z gospodarką pracy przymusowej Komunistycznej Partii Chin – oświadczył Chris Smith w komunikacie przekazanym ESPN.
Curry nie jest pierwszym graczem NBA współpracującym z chińskimi markami. Wcześniej kontrakty z Li-Ning podpisali między innymi Dwyane Wade, Jimmy Butler, Fred VanVleet czy CJ McCollum. Żaden z nich nie miał jednak takiej globalnej rozpoznawalności jak Curry, dlatego temat wraca z nową siłą.
Komentarz redakcji
Decyzja Curry’ego to jeden z najciekawszych ruchów w marketingu sportowym ostatnich lat. Najlepszy strzelec w historii NBA świadomie wybrał markę spoza Zachodu, stawiając na kontrolę nad własnym biznesem i dostęp do chińskiego rynku zamiast na najwyższą ofertę finansową. To już nie klasyczny kontrakt sprzętowy, ale budowa imperium na wzór Jordan Brand, tyle że z Szanghajem zamiast Portland w tle. Sport coraz mocniej splata się z geopolityką, a sportowcy muszą kalkulować nie tylko pieniądze, ale też ryzyko wizerunkowe i polityczne.
Z polskiej perspektywy warto obserwować ekspansję azjatyckich marek, bo ten trend dociera również nad Wisłę. Hi Sense na koszulkach Rakowa Częstochowa to na razie pojedynczy przykład, ale chińskie firmy coraz odważniej inwestują w europejski sport. Dla osób pracujących w marketingu sportowym przypadek Curry’ego to lekcja, że wybór sponsora przestał być wyłącznie decyzją finansową. O tym, jak kluby Ekstraklasy zarabiają na własnych markach, pisaliśmy przy okazji analizy przychodów z merchandisingu w sezonie 2024/2025.
Zdjęcie: Edgar Chaparro / Unsplash




