90 milionów dolarów za jeden mecz. Tak Knicks nakręcili Nowy Jork

Kiedy New York Knicks pokonali San Antonio Spurs i sięgnęli po mistrzostwo NBA po 53 latach, świętowało nie tylko miasto, ale i jego gospodarka. Według szacunków New York City Economic Development Corporation tegoroczny pochód drużyny przez play-offy mógł wstrzyknąć w lokalny obieg nawet 465 milionów dolarów, w tym 90 milionów dolarów w jeden wieczór. To nie zasługa samej koszykówki, lecz tysięcy barów, restauracji, fryzjerów i sklepów, które na fali zwycięstw przeżyły swoje najlepsze tygodnie od lat.
TLDR? ;-) W tym artykule przeczytasz o:
- Tym, jak play-offy Knicks wygenerowały 202 miliony dolarów aktywności gospodarczej, a docelowo nawet 465 milionów.
- Mechanizmie, dzięki któremu jeden mecz u siebie zostawia w mieście około 90 milionów dolarów.
- Telewizyjnym i reklamowym wymiarze finału, gdzie 30 sekund spotu kosztowało średnio milion dolarów.
27 lat oczekiwania i 202 miliony na start
New York Knicks wrócili do finału NBA po 27 latach, a po samo mistrzostwo sięgnęli pierwszy raz od 1973 roku. W finale pokonali San Antonio Spurs 4:1, przypieczętowując tytuł wyjazdowym zwycięstwem 94:90 w piątym meczu. Dla nowojorczyków to koniec ponad pięciu dekad frustracji.
Zanim jeszcze finał się rozpoczął, władze miasta podały konkretne liczby. Pierwsze trzy rundy play-offów wygenerowały 202 miliony dolarów korzyści ekonomicznych. Analizę przygotował zespół Economic Research & Policy działający przy New York City Economic Development Corporation.
Co ciekawe, ta kwota była niższa niż rok wcześniej. Powód? Knicks rozegrali w tegorocznych play-offach tylko siedem meczów u siebie zamiast dziewięciu. Drużyna rozprawiła się z Philadelphią 76ers i Cleveland Cavaliers, w obu seriach nie oddając ani jednego spotkania.
Jeden mecz, 90 milionów dolarów
Najciekawsza jest jednak matematyka pojedynczego meczu. Każde dodatkowe spotkanie rozegrane w Madison Square Garden miało zostawić w mieście około 90 milionów dolarów. Przy pełnym scenariuszu finałów łączny wpływ całych play-offów mógł sięgnąć 465 milionów dolarów.
Skąd takie pieniądze? Analiza uwzględnia bezpośrednie wydatki kibiców: bilety, gastronomię na arenie, pamiątki, transport i noclegi gości spoza miasta. Do tego dochodzą efekty pośrednie, czyli wydatki operatora areny i jego pracowników. Każdy mecz napędza więc znacznie szerszy obieg niż tylko kasę biletową.
Andrew Rigie, dyrektor wykonawczy New York City Hospitality Alliance, opisał to zjawisko najbardziej obrazowo w rozmowie ze Spectrum News NY1.
Ludzie się nakręcają. Idą i kupują nową czapkę. Kupują nową koszulkę. Wychodzą na miasto. Idą się ostrzyc.
To opis efektu domina, który trudno zmierzyć biletami. Mistrzostwo zmienia rytm całego miasta, a korzystają na nim mali przedsiębiorcy z pięciu dzielnic, nie tylko właściciel hali.
Milion dolarów za 30 sekund
Większość kibiców i tak oglądała finał przed telewizorem. I to zjawisko miało swój wymiar finansowy. Czwarty mecz finału, w którym Knicks odrobili 29 punktów straty i wygrali w ostatniej sekundzie, był najczęściej oglądanym czwartym meczem finałów NBA od 1998 roku. Cała seria przyciągała przed ekrany ABC i ESPN średnio blisko 20 milionów widzów.
Taka widownia ma swoją cenę. Według doniesień prasowych 30-sekundowy spot reklamowy w trakcie finałów Knicks ze Spurs kosztował średnio milion dolarów. To stawki, które w amerykańskiej telewizji zarezerwowane są dla absolutnie największych wydarzeń.
Efekt był widoczny nawet poza samą transmisję. Finał jako poprzedzający program pomógł stacjom podbić oglądalność wieczornych talk-show. Koszykówka w nowojorskim wydaniu okazała się być lokomotywą całej ramówki.
Komentarz redakcji
Historia Knicks to świetna ilustracja tego, że wartość drużyny sportowej dawno wykroczyła poza tabelę wyników. 465 milionów dolarów to kwota, która pokazuje, jak sport potrafi działać jak zastrzyk dla całej miejskiej gospodarki. W polskich realiach skala jest oczywiście mniejsza, ale mechanizm identyczny. Awans Realu Oviedo do La Liga wyceniono na blisko 387 milionów euro wpływu na gospodarkę Asturii, co dowodzi, że to nie amerykańska specyfika, tylko uniwersalna zasada. Dla polskich klubów i samorządów to argument, by traktować sukces sportowy jako inwestycję, a nie wydatek. Coraz częściej miasta zaczynają liczyć, ile fryzjer, bar i sklep z pamiątkami zarabiają na dobrej passie lokalnej drużyny. Pytanie, kiedy podobne analizy ekonomiczne staną się standardem przy ocenie znaczenia Ekstraklasy dla polskich miast. Bo skoro nowojorska czapka i koszulka napędzają gospodarkę pięciu dzielnic, to dlaczego nie miałoby się to udać nad Wisłą?
Zdjęcie: Maney Imagination / Unsplash




