Szał na esport – czyli jak świat sportu szuka pieniędzy nie u siebie

Branża sportowa zachłysnęła się esportem. Zamiast rozwijać tradycyjny sport, szuka pieniędzy w grach komputerowych, tłumacząc to silnym przenikaniem się obu tych światów. Czy ludzie pracujący w sporcie rzeczywiście powinni zajmować się esportem?
Esport rozwija się w Polsce od ładnych paru lat. Coroczna impreza w katowickim Spodku niezmiennie przyciąga tłumy fanów z całego świata, a nasz kraj wskazywany jest jako jeden z najdynamiczniej rosnących rynków w całej tej branży.
Czy nam się to podoba czy nie, najprawdopodobniej jeszcze za naszego życia gry komputerowe staną się bardziej popularne niż najważniejsze dyscypliny sportowe. Niektórzy mówią, że już są…
Nie mam z tym problemu, chociaż udało mi się jeszcze dorastać w czasach, kiedy na każdym podwórku królowała piłka, a rodzice niemal siłą musieli ściągać biegające dzieci do domu na obiad. Rozumiem, że ktoś woli swoje sukcesy odnosić w grach komputerowych, a inni chcą mu w swoim wolnym czasie kibicować.
Cieszę się, że Polska jest jednym z esportowych liderów, jak z każdego sukcesu naszego kraju. Mam świadomość, że esport jest konkurencją dla tradycyjnego sportu i niestety może go wyprzeć. Mam nadzieję, że nie nastąpi to szybko i trochę martwi mnie, że ludzie wywodzący się z mojej branży dokładają do tego cegiełkę.

Nie mam tutaj problemu z nazwą esport, która nie jest może zbyt fortunna. Zdecydowanie bardziej pasowałby mi gaming czy pro-gaming, ale rozumiem, że taka nazwa na świecie się przyjęła i chociaż rodzi ona niepotrzebne skojarzenie ze sportem, akceptuje ją. Trudno. ;-)
Komentarze (2)
Damian,
popieram Twój punkt widzenia, aż się we mnie gotuje jak widzę rubryki w serwisach sportowych poświęconych „e-sportowi”. Jaki to sport ? Siedzenie przed komputerem i strzelanie się. Za czasów mojego dorastania całe dnie z kumplami siedzieliśmy na boisku i kopaliśmy albo tłukliśmy basket. I potem ewentualnie przed snem zdarzyło się z kolegami pograć po tzw. „LAN-ie” – kto pamięta kable w blokach z okna do okna ? :D Jedyna kasa jaka w tym była to sezonowe rozgrywki w osiedlowej „kafejce” internetowej w Deluxe Ski Jumping :)
A teraz… piękna pogoda, super orliki (nawet pomarzyć o takich boiskach nie mogliśmy) i boiska puste. Albo…grają faceci mojego rocznika, którzy po pracy się ustawiają.
A wszystko to według mnie wina rodziców, którzy coraz mniej poświęcają uwagę swoim pociechom i ponadto przedkładają kariery zawodowe itd… Łatwiej dać dziecku telefon do ręki lub komputer niż wyjść na boisko i pograć z synem w piłę.
Łukasz,
Dzięki za opinie. Szybko to się zmieniło. Dziś już nie ma ani kafejek internetowych, ani kolejek, żeby zagrać na betonowym boisku. A 20 lat temu trzeba było czekać, aż starsi koledzy skończą grać, żeby móc pokopać na boisku z kumplami.



