Co to jest Bobby Bonilla Day? Dlaczego sportowy emeryt dostaje fortunę co roku?

Każdego roku 1 lipca w Stanach Zjednoczonych obchodzone jest wydarzenie nazywane Bobby Bonilla Day. Tego dnia klub baseballowy New York Mets przelewa byłemu zawodnikowi Bobby’emu Bonilli dokładnie 1 193 248,20 dolarów, mimo że nie zagrał dla drużyny ani jednego meczu od 1999 roku. Wypłaty potrwają aż do 2035 roku, kiedy Bonilla skończy 72 lata.
TLDR? ;-) W tym artykule przeczytasz o:
- Kontrakcie z 2000 roku, który zamienił dług 5,9 miliona dolarów w wypłatę wartą prawie 30 milionów.
- Roli afery Berniego Madoffa w tej historii i dlaczego klub w ogóle zgodził się na taką umowę.
- Tym, jak schemat Bonilli wpłynął na największe kontrakty we współczesnym baseballu, w tym umowę Shoheia Ohtaniego wartą 700 milionów dolarów.
Zawodnik od dawna nie gra, a klub wciąż płaci
Zanim przejdziemy do liczb, krótkie wyjaśnienie dla czytelników niezaznajomionych z amerykańskim sportem. Major League Baseball to najwyższa liga baseballowa na świecie, odpowiednik naszej Ekstraklasy w piłce nożnej, tylko o znacznie większym budżecie. New York Mets to jeden z dwóch klubów baseballowych z Nowego Jorku, obok dużo bardziej utytułowanych Yankees.
Bobby Bonilla grał w tej lidze przez 16 sezonów jako zawodnik pola zewnętrznego. Sześciokrotnie powoływany do meczu gwiazd, w 1997 roku zdobył mistrzostwo z Florida Marlins. Do Mets trafił po raz drugi w 1999 roku, ale zaliczył najsłabszy sezon w karierze i klub postanowił się z nim rozstać.
Problem w tym, że Mets wciąż byli mu winni 5,9 miliona dolarów gwarantowanej pensji za rok 2000. Zamiast wypłacić tę kwotę od razu, klub zaproponował coś innego.
Umowa, która zamieniła 5,9 miliona w prawie 30 milionów dolarów
Agent Bonilli, Dennis Gilbert, znał się na produktach finansowych typu renta dożywotnia i zaproponował rozłożenie spłaty w czasie z odsetkami. Zamiast gotówki od ręki, Bonilla miał otrzymywać wypłaty od 2011 do 2035 roku, przy oprocentowaniu 8% rocznie.
Dług w wysokości 5,9 miliona dolarów urósł w ten sposób do 29,8 miliona, podzielonych na 25 równych rocznych rat po 1 193 248,20 dolara. Przy obecnym kursie to ponad 4,5 miliona złotych rocznie, wypłacane człowiekowi, który ostatni raz zagrał w zawodowym baseballu w 2001 roku.
Dlaczego właściciele Mets w ogóle się na to zgodzili? Bo w tamtym czasie inwestowali pieniądze klubu u Berniego Madoffa, doradcy finansowego obiecującego stopy zwrotu rzędu 10 do 15% rocznie. Odsetki 8% dla Bonilli wydawały się wtedy okazją, bo klub liczył, że zarobi na tej różnicy znacznie więcej.
To większy dzień niż moje urodziny, bo ludzie znają tę datę lepiej niż moją.
Historia potoczyła się inaczej. W 2008 roku okazało się, że Madoff prowadził największą piramidę finansową w historii, za co trafił do więzienia na 150 lat. Fortuna, którą Mets liczyli zbudować, okazała się fikcją, a klub przez lata zmagał się z problemami finansowymi po tej aferze.
Jak jeden kontrakt zmienił myślenie całej ligi
Bonilla nie był pierwszym zawodnikiem z odroczoną wypłatą, ale jego umowa stała się najbardziej rozpoznawalna w historii sportu. Obecny właściciel Mets Steve Cohen, który przejął klub w 2020 roku, kilkukrotnie wspominał o pomyśle oficjalnego świętowania tego dnia na stadionie Citi Field.
Co ciekawe, Bonilla ma jeszcze jedną odroczoną wypłatę, tym razem od Baltimore Orioles. To 500 tysięcy dolarów rocznie do 2028 roku, za sezony rozegrane w latach 1995 i 1996. Rozłożone w czasie kontrakty mieli też między innymi Ken Griffey Jr. czy Manny Ramirez.
Prawdziwym przełomem okazał się jednak kontrakt Shoheia Ohtaniego z Los Angeles Dodgers z 2023 roku. Japoński gwiazdor odroczył aż 680 milionów dolarów ze swojej umowy wartej 700 milionów, otrzymując tylko 2 miliony rocznie przez dekadę, a resztę dopiero od 2034 roku. Mechanizm rodem od Bonilli pozwala dziś klubom układać budżety tak, by mieścić się w limitach płacowych obowiązujących w lidze.
W europejskim futbolu podobne mechanizmy funkcjonują przy dużych transferach, gdzie opłaty rozkłada się na raty przez kilka lat. Różnica jest jednak zasadnicza. W baseballu odroczone wypłaty trafiają bezpośrednio do zawodnika i są oprocentowane jak prawdziwa renta, a nie tylko rozłożoną w czasie płatnością między klubami.
Komentarz redakcji
Historia Bobby’ego Bonilli to w gruncie rzeczy lekcja z zakresu finansów, która przypadkiem rozgrywa się w świecie sportu. Zawodnik i jego agent postawili na bezpieczeństwo długoterminowe zamiast szybkiej gotówki, a klub przez chciwość i złe inwestycje zapłacił za to znacznie więcej niż musiał.
Dla polskiego czytelnika ciekawsze może być to, jak bardzo ten mechanizm przyjął się w amerykańskim sporcie zawodowym. Odroczone kontrakty przestały być ciekawostką, a stały się realnym narzędziem zarządzania budżetem klubu, co widać po umowie Ohtaniego. W polskiej piłce czy koszykówce takie rozwiązania praktycznie nie istnieją, głównie ze względu na skalę pieniędzy w grze i inną strukturę limitów płacowych.
Bonilla sam przyznaje, że nie żałuje decyzji sprzed ćwierćwiecza. Trudno się dziwić, skoro raz w roku, bez podnoszenia kija baseballowego, wciąż zarabia więcej niż niejeden aktywny zawodnik ligi.
Zdjęcie: Tim Gouw / Unsplash



