64,2 miliona funtów na korcie. Wimbledon ogłasza największą podwyżkę w historii

Wimbledon ogłosił rekordową pulę nagród na edycję 2026. Zawodnicy powalczą o 64,2 miliona funtów, czyli o 20% więcej niż rok wcześniej. Każdy z singlowych mistrzów zgarnie 3,6 miliona funtów, a podwyżka puli o 10,7 miliona funtów to, jak podkreśla organizator, zdecydowanie największy roczny wzrost w 149-letniej historii turnieju. Decyzja zapada zaledwie trzy tygodnie po proteście czołowych tenisistów podczas Rolanda Garrosa.
TLDR? ;-) W tym artykule przeczytasz o:
- Strukturze rekordowej puli 64,2 miliona funtów i tym, ile dostaną mistrzowie oraz odpadający w pierwszej rundzie.
- Proteście tenisistów na Rolandzie Garrosie i sporze o procentowy podział przychodów ze Wielkich Szlemów.
- Argumentach All England Clubu, który twierdzi, że liczenie nagród od przychodów nie ma sensu.
Największa podwyżka w historii turnieju
All England Lawn Tennis Club nie ma w zwyczaju przesadzać z fajerwerkami, ale tym razem sam o sobie napisał, że bije rekord. Pula nagród na The Championships 2026 wyniesie 64,2 miliona funtów, co oznacza wzrost o 20% wobec 53,5 miliona funtów z 2025 roku. W przeliczeniu mówimy o kwocie rzędu 75 milionów euro.
Podwyżka o 10,7 miliona funtów to według organizatora najwyższy roczny skok w 149-letniej historii imprezy. Brzmi efektownie, ale jak zaraz zobaczymy, nie wszystkich to przekonuje.
Zwycięzcy singla, zarówno wśród pań, jak i panów, otrzymają po 3,6 miliona funtów. To również 20% więcej niż przed rokiem, gdy Carlos Alcaraz i Iga Świątek wygrywali „tylko” 3 miliony funtów. Finaliści zainkasują po 1,8 miliona funtów.
Pieniądze płyną także do najniższych rund
Najciekawsze jest jednak to, co dzieje się na dole drabinki. Tenisista odpadający już w pierwszej rundzie singla dostanie 80 tysięcy funtów, czyli o 21% więcej niż rok wcześniej. Dla zawodników spoza ścisłej czołówki, którzy z takich kwot finansują cały sezon, to różnica między byciem na plusie a dokładaniem do interesu.
Wzrosła też pula w kwalifikacjach, i to o 25%, do 6,2 miliona funtów. To istotny sygnał, bo właśnie gracze z dalszych miejsc rankingu najgłośniej domagają się większego udziału w torcie.
All England Club przypomina przy okazji, że od czasu pandemii zainwestował blisko miliard funtów w nagrody, infrastrukturę, wsparcie sezonu na trawie oraz rozwój tenisa brytyjskiego i międzynarodowego. To argument, który za chwilę okaże się kluczowy w sporze z zawodnikami.
Cień protestu z Paryża
Hojność Wimbledonu nie pojawia się znikąd. Ledwie trzy tygodnie wcześniej grupa największych gwiazd zorganizowała symboliczny protest podczas Rolanda Garrosa. Jannik Sinner, Aryna Sabalenka, Coco Gauff i Iga Świątek byli dostępni dla mediów podczas tradycyjnego dnia prasowego zaledwie 15 minut.
Ten kwadrans nie był przypadkowy. Miał symbolizować około 15% przychodów, które Wielkie Szlemy przeznaczają średnio na nagrody. Zawodnicy chcą, by ich udział sięgnął 22%, czyli poziomu zbliżonego do tego, jaki gwarantują im turnieje ATP i WTA.
Jak na tym tle wypadają liczby z Wimbledonu? Tegoroczna pula z 2025 roku stanowiła zaledwie 15,1% przychodów turnieju. Rok wcześniej było to 13%. Innymi słowy, pieniędzy jest coraz więcej, ale procentowy udział wciąż dzieli zawodników od tego, czego oczekują.
Co istotne, paryski protest nie przeniósł się na korty. Po obiecującym spotkaniu przedstawiciela graczy Larry’ego Scotta, byłego tenisisty i byłego szefa WTA, z agentami zawodników i działaczami francuskiej federacji emocje opadły. W Londynie zawodnicy, ponownie za pośrednictwem Scotta, celowali w pulę na poziomie 71 milionów funtów.
„Liczenie nagród od przychodów nie ma sensu”
Szefowa All England Clubu Deborah Jevans nie kryje, że spór ją frustruje. Jej zdaniem cała metodologia oparta na procencie od przychodów jest błędna.
„Wykorzystywanie przychodów do ustalania nagród nie ma sensu. Powiedzieliśmy to Larry’emu Scottowi. Przychody nie uwzględniają inwestycji, jakie ponosimy. Nie działamy dla zysku, jesteśmy zupełnie inni niż turnieje niższej rangi. Wszystko wraca do sportu. Frustruje mnie, że ten przekaz nie dotarł.” Deborah Jevans, przewodnicząca All England Clubu, w rozmowie cytowanej przez The Athletic.
Tu pojawia się argument, o którym łatwo zapomnieć. Wimbledon ma umowę o podziale zysku z Lawn Tennis Association, brytyjskim związkiem zarządzającym tenisem i padlem. LTA otrzymuje aż 90% rocznej nadwyżki finansowej turnieju, którą przeznacza na rozwój dyscypliny, remonty kortów i szkolenie zawodników.
Komentarz redakcji
Spór o podział przychodów na kortach to w istocie ten sam konflikt, który od lat toczy się w każdej dochodowej dyscyplinie. Z jednej strony gwiazdy generujące oglądalność i pieniądze, z drugiej organizatorzy przekonujący, że bez reinwestycji w infrastrukturę i niższe szczeble cały system się posypie. Wimbledon ma o tyle mocniejszą pozycję, że faktycznie oddaje sporo zysku na rozwój tenisa, a nie do kieszeni udziałowców. Dla polskiego czytelnika to wątek bliski, bo broniąca tytułu Iga Świątek jest jedną z twarzy tego sporu, a jej obecność w gronie protestujących pokazuje, że temat dotyczy także najlepszych. Turniej rozpocznie się 29 czerwca i potrwa do 12 lipca, więc przy okazji transmisji zobaczymy, czy retoryka pojednania przełoży się na faktyczny spokój w szatni. Branża sportowa coraz częściej staje przed pytaniem, kto realnie tworzy wartość widowiska i komu należy się z niej większy kawałek. Wimbledon właśnie udzielił swojej odpowiedzi, ale ostatnie słowo z pewnością jeszcze nie padło.




