Odwrócona rekrutacja. Nowy trend, w którym to kandydaci płacą rekruterom

Wyobraź sobie, że szukasz pracy od pół roku. Wysyłasz CV za CV, a odpowiedzi nie ma. W końcu podejmujesz decyzję, która jeszcze kilka lat temu wydawałaby się absurdalna: sam zatrudniasz rekrutera, żeby znalazł Ci robotę. To nie science fiction. To coraz popularniejszy w Stanach Zjednoczonych model „odwróconej rekrutacji”, o którym właśnie napisał Wall Street Journal.
TLDR? ;-) W tym artykule przeczytasz o:
- Nowym modelu rekrutacji, w którym to kandydaci płacą rekruterom za pomoc w znalezieniu pracy.
- Średnim czasie poszukiwania pracy wynoszącym 6 miesięcy na rynku amerykańskim.
- Potencjalnych konsekwencjach tego trendu dla branży sportowej, która tradycyjnie opiera się na sieci kontaktów.
Rekruterzy na odsiecz kandydatom
Tradycyjny model rekrutacji znamy wszyscy. Firma szuka pracownika, płaci rekruterowi za znalezienie odpowiedniego kandydata. Proste i logiczne. Tyle że amerykański rynek pracy w 2025 roku przestał być logiczny.
Jak donosi Wall Street Journal, coraz więcej „białych kołnierzyków” w USA decyduje się na odwrócenie tego modelu. Sami płacą rekruterom za to, żeby ci znaleźli im pracę. Usługa obejmuje nie tylko poprawę CV czy doradztwo zawodowe, ale w wielu przypadkach rekruter dosłownie aplikuje na stanowiska w imieniu kandydata.
Trend ten jest widoczny przede wszystkim w bardzo konkurencyjnej branży technologicznej i niewykluczone, że wkrótce pojawi się także w innych, jak np. sportowa. W końcu mechanizm jest uniwersalny: im trudniej o pracę, tym większa pokusa, żeby za znalezienie jej zapłacić komuś innemu.
Ile to kosztuje?
Na rynku pojawiły się specjalistyczne platformy, a także agencje HR oferujące różny zakres usług i cen. Przykładowo platforma Refer pobiera 20% pierwszej miesięcznej pensji po zatrudnieniu. Butikowa agencja Reverse Recruiting Agency żąda 1500 dolarów miesięcznie, a po znalezieniu pracy dolicza 10% rocznego wynagrodzenia (pomniejszonego o pierwszy miesiąc abonamentu). Inne agencje oferują pakiety za stałą kwotę, często od 1000 do nawet 10 000 dolarów.
Co kandydat dostaje w zamian? Agencja Reverse Recruiting Agency wysyła do 100 aplikacji tygodniowo (każda ze spersonalizowanym CV), kontaktuje się z pracownikami docelowych firm i oferuje doradztwo zawodowe. Założyciel firmy, Alex Shinkarovsky, zatrudnił 15 osób w Azji Południowo-Wschodniej do wyszukiwania ofert i dostosowywania CV. Sztuczna inteligencja automatyzuje wysyłanie spersonalizowanych wiadomości, podszywając się pod kandydata.
Jak donosie WSJ, z 44 obsłużonych klientów agencja znalazła pracę dla 20. To skuteczność na poziomie 45%. Brzmi nieźle, ale przy takich kosztach nie każdy może sobie na to pozwolić.
Rynek pracy w trybie zamrożenia
Żeby zrozumieć, dlaczego ten model zyskuje na popularności, trzeba spojrzeć na szerszy kontekst. Amerykański rynek pracy od 2025 roku funkcjonuje w trybie, który ekonomiści nazywają „low hire, low fire” (mało zatrudniasz, mało zwalniasz). Brzmi spokojnie, ale dla osób szukających pracy jest to prawdziwy koszmar.
Według danych Bureau of Labor Statistics pod koniec 2025 roku bezrobotnych Amerykanów było o niemal milion więcej niż dostępnych ofert pracy. To najszerszy taki rozstrzał od 2017 roku (wyłączając okres pandemii). Stopa bezrobocia wzrosła do 4,6%. Średni czas poszukiwania pracy przekroczył 6 miesięcy.
W grudniu 2025 roku liczba ofert pracy spadła do 6,54 miliona, czyli najniższego poziomu od września 2020 roku. Jednocześnie masowych zwolnień nie ma. Firmy trzymają ludzi, ale nowych nie zatrudniają. To efekt kilku czynników jednocześnie: niepewności wokół ceł, wygaszania pandemicznego boomu rekrutacyjnego, ograniczenia imigracji i rosnącej roli sztucznej inteligencji, która pozwala firmom robić więcej mniejszym zespołem.
Mniej niż połowa pracowników wierzy, że mogłaby znaleźć nową pracę w ciągu trzech miesięcy. Wielu zostaje na swoich stanowiskach, co dodatkowo zmniejsza liczbę wolnych wakatów. Błędne koło się zamyka.
Co to oznacza dla branży sportowej?
Na razie ten trend to zjawisko typowo amerykańskie i dotyczy głównie sektora technologicznego oraz korporacyjnego. Ale w globalnej wiosce trendy mają tendencję do przekraczania granic. Branża sportowa, zarówno w USA, jak i w Europie, zmaga się z własnymi wyzwaniami rekrutacyjnymi.
W polskim sporcie problem wygląda nieco inaczej, ale nie mniej poważnie. Jak wielokrotnie pisaliśmy na PracaSport.pl, rekrutacja w naszej branży wciąż opiera się głównie na nieformalnych kontaktach i poleceniach. Nie wszystkie oferty pracy trafiają na portale ogłoszeniowe takie ja nasz. A kandydaci, nawet ci wykwalifikowani, muszą polegać na networkingu bardziej niż na CV. A tego nie zrobi za nich agencja. Jeszcze…
W branży SportTech sytuacja jest bardziej dynamiczna. Rynek technologii sportowych rośnie w tempie 20% rocznie, a zapotrzebowanie na specjalistów od danych, AI i analityki sportowej przewyższa podaż. To jeden z tych segmentów, gdzie taki model mógłby faktycznie się przyjąć. Firmy takie jak Sportradar, Catapult czy Genius Sports prowadzą ciągłą rekrutację, a konkurencja o najlepszych kandydatów jest zacięta.
Komentarz redakcji
Odwrócona rekrutacja to symptom większego problemu, a nie lekarstwo. Kiedy rynek pracy działa prawidłowo, kandydaci nie muszą płacić tysięcy dolarów za to, żeby ktoś w ich imieniu klikał „Aplikuj”. To, że taki model biznesowy w ogóle istnieje i rośnie, mówi nam więcej o stanie gospodarki niż o samej usłudze. Czy taki model pojawi się w polskim sporcie? Na ten moment to mało prawdopodobne, bo nasz rynek jest zbyt mały i specyficzny. Ale jedno jest pewne: w świecie, w którym sztuczna inteligencja pisze za Ciebie CV, a bot wysyła je do 100 firm tygodniowo, tradycyjne „wyślij CV i czekaj” mogę przestać mieć jakikolwiek sens. Branża sportowa, jak zwykle, będzie musiała znaleźć własną drogę.
Zdjęcie główne: Clem Onojeghuo / Unsplash