Kto kryje się w środku? Praca jako maskotka w polskim sporcie

Koziołek, smok, gryf i jeździec na koniu. Polskie maskotki sportowe wyrosły z lokalnych legend i miejskich mitów, a dziś są pełnoprawnymi ambasadorami klubów. Tymczasem za oceanem bycie maskotką to poważny zawód – najlepiej zarabiający pluszowy sportowiec inkasuje ponad 600 tysięcy dolarów rocznie. Cracovia właśnie szuka kogoś, kto zostanie Lajkonikiem.
TLDR? ;-) W tym artykule przeczytasz o:
- Skąd wzięły się najpopularniejsze maskotki Ekstraklasy i jak głęboko sięgają ich korzenie w lokalnej historii.
- Aferze maskotki Cracovii, która skończyła się przeprosinami klubu po dwóch godzinach od publikacji ankiety.
- Mascot Hall of Fame w USA – muzeum założonym przez człowieka, który przez 15 lat wcielał się w najsłynniejszą maskotkę sportową świata.
Koziołki, smoki i gryfy, czyli skąd to wszystko
Polskie maskotki to stosunkowo młode zjawisko. Przez całą dekadę lat 90. niemal żaden klub Ekstraklasy ich nie miał. Wyjątki to Lech Poznań (słynna Pyra) oraz przede wszystkim Wisła Kraków, gdzie Tadeusz Kuś od początku tej dekady wcielał się w Smoka Wawelskiego. I to społecznie, bez wynagrodzenia, przez ponad 270 meczów, aż do swojej śmierci w 2005 roku.
Przełom przyszedł po 2004 roku. Cracovia wprowadziła Lajkonika, GKS Bełchatów Mamuta, Pogoń Szczecin stworzyła Gryfusa, przedstawianego nieco nad wyrost =jako pierwsza profesjonalna maskotka Ekstraklasy. Legia Warszawa przez lata szukała odpowiedniego pomysłu, aż w lutym 2016 roku zadebiutował Miś Kazek, niedźwiedź z naderwanym uchem i nonszalanckim uśmiechem, wybrany przez dzieci na obozach Legia Soccer Schools.
Dziś każdy klub piłkarskiej Ekstraklasy ma oficjalną maskotkę. Niemal każda nawiązuje do czegoś lokalnego.
Ejber i Gzub z ratuszowej wieży
Koziołki Lecha Poznań nawiązują do legendy z 1551 roku. Na wieży poznańskiego Ratusza od tego roku codziennie o godzinie 12:00 dwa mechaniczne koziołki trykają się rogami. Mechanizm wykonał ślusarz Bartłomiej Wolf z Gubiny. Na stadionie początkowo był jeden koziołek. Wiosną 2011 roku dołączył drugi.
Imiona wybrano w głosowaniu kibiców: Ejber (gwara poznańska: zawadiaka, mężczyzna silnej postury) nosi niebieską bródkę, Gzub (gwara: małe dziecko) — białą. Obaj noszą numer 12 na koszulkach, symbolizując „dwunastego zawodnika”.
Smok, który ważył 10 kg
Smok Wawelski Wisły Kraków nawiązuje do jednej z najstarszych polskich legend, o potworze z jaskini u stóp Wawelu, pokonanym przez sprytnego szewczyka. Jak wspominaliśmy, Tadeusz Kuś wcielał się w Smoka przez ponad 20 lat. Po jego śmierci rolę przejął Stanisław Sękiewicz z fanklubu Białej Gwiazdy w Brzeźnicy.
Strój maskotki waży około 10 kg. Sękiewicz w jednym z wywiadów bez owijania w bawełnę mówił:
Idealnie byłoby, gdyby mecz był rozgrywany przy temperaturze zero stopni. Najgorzej mam latem.
Gryfus – maskotka, którą uratowali kibice
Gryfus Pogoni Szczecin wyrasta z 600-letniej tradycji dynastii Gryfitów, rodu książęcego panującego na Pomorzu. Gryf widnieje w herbie Szczecina i godle Pogoni. Maskotkę zaprojektowali sami kibice. Jego współtwórca Grzegorz Kozak mówił wprost:
Zaprojektowaliśmy ją na wzór Gryfa, który zdobi herb naszego miasta.
Gdy Pogoń po karnym spadku tułała się po IV lidze, strój Gryfusa był w opłakanym stanie. Kibice zorganizowali zbiórkę, zebrali 1500 zł, resztę dołożył klub i Gryfus wrócił na stadion. Trudno o lepszą ilustrację, czym polskie maskotki różnią się od korporacyjnych produktów.
Lajkonik zostaje i szuka człowieka w kostiumie
Tradycja Lajkonika sięga ponad 700 lat. Legenda mówi o XIII-wiecznym najeździe tatarskim: flisacy z dzielnicy Zwierzyniec pokonali śpiących Tatarów, przywdziali ich stroje i triumfalnie wjechali do Krakowa. Co roku w pierwszy czwartek po Bożym Ciele pochód Lajkonika wiedzie od Klasztoru Norbertanek przez Stare Miasto na Rynek Główny. Obecny strój to kopia projektu Stanisława Wyspiańskiego z 1904 roku, ważąca ponad 40 kg.
Lajkonik jako maskotka Cracovii zadebiutował 11 czerwca 2004 roku. Przez 10 lat rolę pełnił Krzysztof Wawrzyniecki, który zmarł w 2014 roku. Po kilkuletniej przerwie maskotka wróciła w sezonie 2018/2019.
Latem 2025 roku Cracovia wywołała burzę, publikując ankietę z pytaniem o nową maskotkę. Do wyboru były Pasiak, Lajkonik i Król Krak. Reakcja kibiców była błyskawiczna. Niecałe dwie godziny później klub opublikował przeprosiny: „Jeżeli nie przyznajesz się do błędu, to popełniasz błąd drugi. Lajkonik oczywiście pozostaje.”
Teraz klub szuka kogoś, kto wcieli się w tę rolę. Ogłoszenie „Zostań Lajkonikiem – KS Cracovia” można znaleźć na PracaSport.pl.
Ciekawostka: Mascot Hall of Fame
Klubowe maskotki to już element globalnej popkultury. W USA istniało muzeum poświęcone wyłącznie maskotkom sportowym. Mascot Hall of Fame otwarto w grudniu 2018 roku w Whiting w stanie Indiana, niespełna 30 minut od Chicago. Interaktywne muzeum kosztowało 18 milionów dolarów i zajmowało 25 tysięcy stóp kwadratowych.
Założył je David Raymond — człowiek, który przez 15 lat (1978–1993) wcielał się w Phillie Phanatic, maskotkę Philadelphia Phillies. Po odejściu Raymond zaprojektował ponad 130 maskotek, w tym kultowego Gritty’ego z Flyers. W 2024 roku muzeum zamknęło się z powodu sprzedaży terenu na którym się znajdowało, a obecnie organizacja szuka nowej lokalizacji.
Kultowe amerykańskie maskotki z Mascot Hall of Fame można jednak oglądać online.
Komentarz redakcji
Najlepiej zarabiające maskotki w NBA inkasują ponad 600 tysięcy dolarów rocznie (tyle według danych Sports Business Journal zarabia Rocky the Mountain Lion – maskotka Denver Nuggets). W Polsce standardy są oczywiście inne, ale skala różnicy powinna dawać do myślenia. Polskie maskotki przez lata powstawały oddolnie: z inicjatywy kibiców, bez budżetów, często w oparciu o pasję konkretnych ludzi, takich jak Tadeusz Kuś czy Krzysztof Wawrzyniecki. To jest ich siła, ale i słabość bo gdy maskotka jest zbyt słabo zakorzeniona instytucjonalnie, wystarczy jedna zła ankieta, żeby wywołać kryzys wizerunkowy.
Cracovia nauczyła się tej lekcji w niespełna dwie godziny. Ogłoszenie o poszukiwaniu nowego Lajkonika na PracaSport.pl to sygnał, że klub traktuje tę rolę poważnie. I słusznie, bo dobra maskotka to nie dekoracja. To jeden z niewielu elementów klubowego wizerunku, który dociera do dzieci, rodzin i nowych kibiców równie skutecznie jak transfery gwiazd.
Smok, koziołek, gryf czy lajkonik każdy z nich niesie ze sobą kawał lokalnej historii. Warto o to dbać.

