5 biznesowych ciekawostek na start Tour de France 2026

Tour de France 2026 wystartował 4 lipca w Barcelonie. To 113. edycja wyścigu, w której Tadej Pogacar walczy o piąty triumf i dołączenie do grona legend. My jednak patrzymy na Wielką Pętlę z innej perspektywy. Za obrazkami z Pirenejów i Alp kryje się jeden z najbardziej nietypowych modeli biznesowych we współczesnym sporcie. Oto pięć ciekawostek, które warto znać.
TLDR? ;-) W tym artykule przeczytasz o:
- Rodzinie Amaury, która jest właścicielem Tour de France i zarabia na nim krocie.
- Tym, dlaczego wyścig nie sprzedaje biletów, a Barcelona zapłaciła miliony za start.
- Finansowej przepaści między superekipami a resztą peletonu i pomysłach na reformę.
1. Wyścig należy do jednej rodziny
W erze funduszy inwestycyjnych i notowanych na giełdzie lig Tour de France pozostaje rodzinnym biznesem. Właścicielem wyścigu jest francuska rodzina Amaury, która kontroluje go poprzez Amaury Sport Organisation. Dla porównania, prawa komercyjne Formuły 1 należą do amerykańskiego giganta medialnego Liberty Media.
Co ciekawe, wielkie toury kolarskie mają różnych właścicieli. ASO posiada Tour de France i Vueltę a Espana, natomiast Giro d’Italia należy do RCS Sport. Rozdrobnienie własności to jeden z powodów, dla których kolarstwo tak trudno zreformować.
A biznes kręci się znakomicie. W 2024 roku ASO wypracowało 374,9 miliona euro przychodów i aż 131 milionów euro zysku netto. Marża, o której większość organizatorów imprez sportowych może tylko pomarzyć.
2. Biznes, który nie sprzedaje biletów
Tour de France to komercyjny ewenement. Trasa liczy ponad 3300 kilometrów, a kibice oglądają wyścig za darmo z pobocza. Peleton przemyka obok w kilkanaście sekund, więc trudno zarobić na widzach przy drodze. Bilety, poza ograniczoną strefą hospitality, praktycznie nie istnieją w strukturze przychodów.
Zarabia się na czymś innym. Kluczowe są prawa medialne, bo wyścig trafia do ponad 190 krajów, z naciskiem na rynki europejskie. Drugim filarem jest sponsoring, jeszcze ważniejszy niż w innych dyscyplinach. Bank LCL sponsoruje żółtą koszulkę lidera nieprzerwanie od 1987 roku, a każda z pozostałych koszulek ma osobnego partnera.
Edycja 2026 przyniosła bezprecedensowy napływ nowych marek. Do grona oficjalnych sponsorów dołączyły jednocześnie Procter & Gamble, Airbnb, SNCF i TotalEnergies.
3. Grand Depart na sprzedaż
Tegoroczny wyścig ruszył z Barcelony i to nie przypadek. ASO regularnie sprzedaje prawa do organizacji Grand Depart zagranicznym miastom. Barcelona to czwarte zagraniczne miasto startowe w ciągu pięciu lat, po Kopenhadze w 2022, Bilbao w 2023 i Florencji w 2024 roku.
Według władz Barcelony koszt organizacji startu wyniósł około 7 milionów euro, dzielonych między miasto, Generalitat Katalonii i lokalne władze. ASO inkasuje od 6 do 10 milionów euro za każdy zagraniczny Grand Depart, a amerykańskie media wyceniały barceloński kontrakt na 8 do 9 milionów dolarów.
Czy to się opłaca? Bilbao wydało w 2023 roku 12,2 miliona euro, a raport zamówiony przez organizatorów oszacował korzyści ekonomiczne dla regionu na 103,9 miliona euro. Katalończycy liczą na jeszcze więcej, porównując spodziewany efekt do igrzysk olimpijskich z 1992 roku. Co nam wydaje się mimo wszystko lekką przesadą.
To w pełni świadomy wybór – tak umiędzynarodowienie wyścigu skomentował Christian Prudhomme, dyrektor Tour de France.
4. Nagrody, które nie robią wrażenia
Najlepsza drużyna całego Tour de France zarobi zaledwie 50 tysięcy euro. Zwycięzca klasyfikacji generalnej otrzyma 500 tysięcy euro, a triumfator etapu 11 tysięcy euro. Szczegółowo rozkładaliśmy te kwoty na czynniki pierwsze przy okazji ubiegłorocznej edycji.
Skąd tak skromne stawki przy tak wielkim widowisku? Cała pula nagród, około 2,3 miliona euro, stanowi zaledwie około 2% szacowanych rocznych wpływów ASO z praw telewizyjnych. Ekipy kolarskie nie otrzymują ani euro z transmisji. Dyrektorzy sportowi regularnie podnoszą ten temat, ale negocjacje z organizatorem nie przyniosły dotąd żadnej zmiany podziału tortu.
ASO ma wszystkie karty w ręku. Tour odpowiada za około 80% telewizyjnej ekspozycji zespołów i ich sponsorów w całym sezonie. Ekipy po prostu nie mogą sobie pozwolić na bojkot najważniejszego wyścigu świata.
5. Superekipy kontra reszta świata
Kolarstwo zawodowe żyje w permanentnym stanie finansowego zagrożenia. Zespoły utrzymują się niemal wyłącznie ze sponsoringu, a utrata głównego partnera często oznacza koniec istnienia. Jednocześnie trwa wyścig zbrojeń. Budżet UAE Team Emirates szacowany jest na ponad 60 milionów dolarów rocznie, podczas gdy przeciętna ekipa dysponuje kwotą poniżej 40 milionów.
Pomysłów na reformę nie brakuje. Wspierany przez saudyjski kapitał projekt OneCycling zakładał połączenie praw komercyjnych i medialnych największych wyścigów, uporządkowanie kalendarza i podział przychodów, ale został zablokowany przez Międzynarodową Unię Kolarską. Grupa właścicieli ekip forsuje z kolei model franczyzowy, wzorowany na amerykańskich ligach.
Sama UCI przyznaje, że zmiany są potrzebne i rozpoczęła konsultacje w sprawie zwiększenia przychodów oraz stabilności zespołów. Problem w tym, że każde rozwiązanie musi zaakceptować strona, która na obecnym układzie zarabia najlepiej. Czyli organizatorzy wielkich tourów.
Komentarz redakcji
Tour de France to fascynujący paradoks. Wyścig generuje setki milionów euro przychodów i ponad 130 milionów zysku dla rodziny Amaury, a jednocześnie ekipy, bez których nie byłoby widowiska, są warte niemal zero. W piłce nożnej czy koszykówce kluby wycenia się na miliardy. W kolarstwie zespół z licencją WorldTour można przejąć za ułamek tej kwoty, bo poza sponsorami nie ma żadnych stałych źródeł przychodu.
Zdjęcie: Howard Bouchevereau / Unsplash



