• Oferty
  • Dla kandydatów
  • Dla pracodawców
  • Artykuły
  • Firmy
  • Ludzie
Zaloguj się
News9 maja 2026·6 min czytania

5 patologii indywidualnych lekcji pływania w Polsce. Szara strefa na basenach kwitnie

5 patologii indywidualnych lekcji pływania w Polsce. Szara strefa na basenach kwitnie
Spis treści
  • Patologia pierwsza: lekcje bez wynajmu toru
  • Patologia druga: gotówka do kieszeni bez rachunku
  • Patologia trzecia: karty sportowe jako furtka
  • Patologia czwarta: podkradanie klientów szkółce, w której się pracowało
  • Patologia piąta: lekcje bez OC, bez kwalifikacji i bez odpowiedzialności
  • Komentarz redakcji

Nasz poprzedni tekst o zarobkach instruktorów pływania na lekcjach indywidualnych wywołał na pływackich grupach na Facebooku gorącą dyskusję. Pod komentarzami padały zarzuty o brak rzetelności, ale też mocne głosy z wewnątrz branży, które potwierdziły jedno: szara strefa indywidualnych lekcji pływania w Polsce jest większa, niż myślimy. Zebraliśmy pięć patologii, które na co dzień psują rynek szkółek pływackich w naszym kraju

TLDR? ;-) W tym artykule przeczytasz o:

  1. Sposobach, w jakie „dzicy” trenerzy wchodzą na basen bez opłacenia toru.
  2. Lekcjach indywidualnych rozliczanych w gotówce, bez VAT i bez ZUS.
  3. Wykorzystywaniu kart sportowych typu Multisport jako furtki do prowadzenia płatnych zajęć.

Patologia pierwsza: lekcje bez wynajmu toru

Każdy regulamin pływalni w Polsce zabrania prowadzenia płatnych lekcji bez opłacenia toru lub biletu instruktorskiego. W praktyce ten zapis to fikcja. Wystarczy wejść w sobotni poranek na dowolny większy basen w Polsce, żeby zobaczyć kilkunastu instruktorów uczących prywatnie bez żadnej opłaty obiektowej.

„W Poznaniu większość trenerów prowadzi zajęcia indywidualne trochę na dziko. Po prostu wchodzi na basen bez rezerwacji toru, która jest zbyt droga. Nikt z obsługi nie zwróci na to uwagi, bo nikt nie chce afer i awantur, które odstraszają innych użytkowników basenu”, mówi PracaSport.pl anonimowo jedna z osób uczęszczających na zajęcia indywidualne w stolicy Wielkopolski.

Skala procederu jest spora. W Bydgoszczy, gdzie obiekty nie sprzedają biletów instruktorskich, wynajem toru kosztuje od 100 do 150 zł za 45 minut. Indywidualna lekcja u „dzikiego” trenera kosztuje podobne pieniądze, więc po opłaceniu toru zostałoby mu kilka złotych. Łatwiej wejść na zwykły bilet i poprowadzić zajęcia po cichu.

Tracą na tym wszyscy uczciwi. Szkółki pływackie, które płacą za tor, ratownika i ubezpieczenie. Pływalnie, które ponoszą koszt utrzymania obiektu. Wreszcie sami klienci, dla których przy zatłoczonym torze coraz trudniej o miejsce.

Patologia druga: gotówka do kieszeni bez rachunku

To właśnie ten punkt wywołał największą burzę pod naszym poprzednim artykułem. Część instruktorów pisała, że kwota 150 zł za godzinę indywidualną brzmi nierealnie. Problem polega na tym, że ona istnieje, tylko najczęściej w obrocie gotówkowym, bez paragonu, bez VAT i bez odprowadzonego ZUS-u.

W komentarzach kilkoro Czytelników słusznie przypomniało, że nauka pływania od kilku lat nie jest już zwolniona z VAT. Stawka 23% obowiązuje, więc każda uczciwie wystawiona faktura za lekcję indywidualną ten składnik zawiera. W rzeczywistości spora część rynku go nie odprowadza.

Skutki są bolesne dla całej branży. Szkółki pływackie prowadzące działalność legalnie muszą doliczać podatki, ZUS i koszty obsługi księgowej. Trener „z polecenia” rozliczający się gotówką potrafi zaoferować cenę o 30, czasem 40% niższą i wciąż wyjść na swoje. Klient idzie tam, gdzie taniej, a uczciwa konkurencja przegrywa cenowo z szarą strefą.

Patologia trzecia: karty sportowe jako furtka

Tę historię dostaliśmy w prywatnej wiadomości od jednej z naszych Czytelniczek związanej z bydgoską branżą pływacką. Pokazuje, jak pomysłowo niektórzy obchodzą zarówno regulaminy basenów, jak i zasady operatorów kart sportowych.

„Jest osoba X, która potrafi prowadzić minimum 10 lekcji indywidualnych od piątku do niedzieli bez wynajmowania toru, za każdym razem wchodząc na basen na kartę Multisport, ale w kasie mówiąc, że idzie na siłownię, więc nie ma limitu wejścia. Gdyby powiedziała prawdę, że idzie na basen, miałaby tylko 75 minut. Osoba ta zaprzyjaźniła się z ratownikami, osoby z kasy nie są w stanie jej sprawdzić, a osoby zarządzające obiektem mają związane ręce, bo wspomniana osoba wchodzi do wody z podopiecznym, nie widać, by pobierała opłatę, więc nie mają podstaw, by ją wyrzucić”.

Mechanizm jest banalnie prosty. Trener wchodzi na obiekt na kartę sportową przeznaczoną na strefę fitness, a faktycznie spędza czas na płatnej lekcji w wodzie. W całym układzie zarabia tylko on: bierze 150 zł od klienta, klient płaci za swój własny wstęp, a karta sportowa pokrywa „siłownię”, której nikt nie używa.

W tle zostaje pływalnia, która ma związane ręce. Bez naocznego dowodu pobrania opłaty zarządcy obiektu nie mogą wyrzucić takiej osoby. Tracą też operatorzy kart sportowych, dla których takie zachowanie jest klasycznym nadużyciem zapisów umowy.

Patologia czwarta: podkradanie klientów szkółce, w której się pracowało

To zjawisko stare jak sama branża usług, ale w przypadku szkółek pływackich szczególnie bolesne. Instruktor zatrudniony w szkole pływania poznaje grupę rodziców i dzieci, buduje z nimi relację przez kilka miesięcy, a potem proponuje „przejście na własne”, oczywiście w niższej cenie.

„Jest kilka przykładów osób z Bydgoszczy, które robiły podobnie, ale w mniejszej skali. Niektórzy prowadzili lekcje dla szkółki Y, a później umawiali się z klientem poza wiedzą tej szkółki, sprawiając wrażenie na basenie, że dalej działają dla szkółki Y. Nikt nie zwraca na nich uwagi, a właściciel szkółki ma zbyt wiele zajęć w jednym terminie, żeby móc pojawiać się na obiektach i kontrolować”, opisuje nasza Czytelniczka.

Skala zjawiska bywa różna. Jedni instruktorzy zabierają dwóch, trzech klientów i nie wpływa to na funkcjonowanie szkółki. Inni wynoszą całe grupy, czasem kilkanaście osób, co dla małej firmy oznacza utratę nawet 30 do 50% miesięcznych przychodów. Z punktu widzenia prawa to często naruszenie zakazu konkurencji oraz tajemnicy przedsiębiorstwa.

Problem polega na tym, że właściciele szkółek rzadko idą z takimi sprawami do sądu. Postępowanie cywilne trwa miesiącami, kosztuje, a na końcu i tak trudno udowodnić, że klient zniknął właśnie z powodu byłego trenera. Rynek wie i milczy.

Patologia piąta: lekcje bez OC, bez kwalifikacji i bez odpowiedzialności

Indywidualne lekcje pływania prowadzone „po znajomości” mają jeszcze jeden poważny problem. Często odbywają się bez ważnego ubezpieczenia OC instruktora, bez aktualnej polisy NNW dla podopiecznego, a czasem nawet bez papierów potwierdzających kwalifikacje zawodowe.

W szkółkach pływackich te dokumenty są standardem. Liczący się ośrodek nie zatrudni trenera bez kursu instruktora pływania, badań lekarskich, szkolenia z pierwszej pomocy i polisy OC. Klient szkółki ma więc pewność, że jeśli coś pójdzie nie tak, jest komu zgłosić szkodę. Klient „dzikiego” instruktora takiej pewności nie ma.

Najgorsze sytuacje zdarzają się przy nauce dzieci. Rodzic płaci 150 zł za lekcję komuś, kogo poleciła znajoma. W razie wypadku nie ma żadnej drogi cywilnego dochodzenia roszczeń, bo druga strona nie prowadzi działalności, nie ma OC, a sama transakcja oficjalnie nigdy się nie odbyła. To największa cena patologii, której nikt nie chce policzyć, dopóki nie dojdzie do dramatu.

Komentarz redakcji

Pięć patologii, które opisaliśmy, to nie są pojedyncze historie z jednego miasta. To powszechny mechanizm, który stworzył w Polsce równoległy rynek nauki pływania działający obok legalnych szkółek. Skutki ponoszą wszyscy: właściciele firm szkoleniowych przegrywający cenowo, pływalnie tracące przychód z biletów instruktorskich, operatorzy kart sportowych i wreszcie sam Skarb Państwa.

Paradoks polega na tym, że im większy popyt na indywidualne lekcje pływania, tym większa szara strefa. Liczba dzieci uczących się pływać w Polsce rośnie z roku na rok, podobnie jak liczba prywatnych szkółek. Bez systemowych zmian, takich jak obowiązkowe bilety instruktorskie na pływalniach miejskich, wymóg okazania umowy z pływalnią przy wejściu na lekcję czy ściślejsza kontrola wykorzystania kart sportowych, sytuacja będzie się tylko pogłębiać.

Najwięcej do zrobienia mają jednak sami zarządcy obiektów. Bez ich zaangażowania żadna kontrola nie zadziała. Pytanie tylko, czy w czasach, gdy każdy rezerwujący tor klient jest na wagę złota, ktoś zechce ryzykować awanturę z trenerem, który „od lat tu przychodzi” i zna pół ratowniczej zmiany.

Warto też podkreślić, że jest wielu trenerów pływania, którzy uczą indywidualnie i nie są częścią powyższej patologii, po prostu rzetelnie i uczciwie prowadzą swoją działalność.

Zdjęcie: Thomas Park / Unsplash

Redakcja PracaSport
pływanie

Komentarze

Nikt jeszcze nie skomentował. Podziel się swoją opinią.

Nie zostanie opublikowany

Maksymalnie 2000 znaków

Praca Sport
  • O serwisie
  • Polityka prywatności
  • Regulamin
© 2013-2026 PracaSport.pl | Wszelkie prawa zastrzeżone

Powiązane oferty pracy

S
Szkółka Boja Sport
Szkółka Boja Sport
Instruktor pływania / Aquababy
🇵🇱 2 lokalizacje🗂️ Praca dodatkowa🏢 Stacjonarna
Zobacz ->
3 dni temu
A
Aqua Correct
Aqua Correct
Instruktor / Instruktorka Pływania
🇵🇱 Wadowice🗂️ Praca dodatkowa🏢 Stacjonarna
Zobacz ->
5 dni temu
F
Fregata
Fregata
Instruktor / Instruktorka Aqua Aerobik
🇵🇱 Poznań🗂️ Praca dodatkowa🏢 Stacjonarna
Zobacz ->
6 dni temu
S
Szkoła Pływania Mini Sharks
Szkoła Pływania Mini Sharks
Instruktor pływania
🇵🇱 Suwałki🗂️ Praca dodatkowa🏢 Stacjonarna
Zobacz ->
6 dni temu
T
Tigers Swimming Academy
Tigers Swimming Academy
Instruktor/instruktorka nauki pływania
🇵🇱 3 lokalizacje⏱️ Praca tymczasowa🏢 Stacjonarna
Zobacz ->
9 dni temu

Przeczytaj także

Ile instruktor pływania zarabia na lekcjach prywatnych?
Raporty i dane3 maj 2026

Ile instruktor pływania zarabia na lekcjach prywatnych?

Ile zarabia instruktor pływania w Polsce?
Raporty i dane2 maj 2026

Ile zarabia instruktor pływania w Polsce?

Wywiad z twórcami Enduhub.com
Wywiady26 gru 2015

Wywiad z twórcami Enduhub.com

Mama dzwoni do rekrutera. Rodzice przejmują kariery swoich dorosłych dzieci
News6 sie 2026

Mama dzwoni do rekrutera. Rodzice przejmują kariery swoich dorosłych dzieci