Wywiad: Bartłomiej Polak – twórca magazynu Livin’ on the court

Livin’ on the court to pierwszy polski magazyn koszykarski poświęcony kulturze i sztuce. Niedawno wyszedł jego premierowy numer dostępny w formie elektronicznej. Za projektem stoi – Bartłomiej Polak, koszykarski pasjonat, miłośnik podróży i świetny fotograf.

W długiej rozmowie założyciel i główny twórca magazynu opowiada nie tylko o swojej inicjatywie, ale także popularności koszykówki w erze Marcina Gortata, Polskiej Lidze Koszykówki, branżowych mediach, mistrzu fotografii Kevinie Couliau i najpiękniejszych boiskach w Europie.

Jeśli chcecie być na bieżąco z projektem Bartłomieja to zapraszam na fanpage Livin’ on the court.

Kultura koszykarska w Polsce kwitnie czy raczej obserwujemy jej spadek? Z jednej strony mamy w NBA nieźle sobie radzącego Polaka, z drugiej strony moim zdaniem największy szał na koszykówkę był w latach 90., kiedy co drugi chłopak na osiedlu miał plakat Michaela Jordana.

To dobre pytanie, na które nie ma jednoznacznej moim zdaniem odpowiedzi. Gdybyśmy chcieli odpowiedzieć na nie z perspektywy przeciętnego widza koszykówki, który czerpie wiedzę z portali ogólnosportowych, to uważam, że kultura koszykarska jest na bardzo niskim poziomie.

Jednak gdyby spojrzeć, od strony widza, który regularnie czyta portale koszykarskie czy ogląda mecze (często poprzez nielegalne źródła – mowa tu o lidze NBA), to mam wrażenie, że w tym przypadku jest już znacznie lepiej. Jednak z drugiej strony patrząc na ruch na czołowych portalach koszykarskich, które codziennie wrzucają po kilka newsów,  to ludzi którzy udzielają się, regularnie komentują jest może kilkaset. W kraju, tak licznym jak Polska to naprawdę mało. Oczywiście mnóstwo osób ogląda i gra w koszykówkę, ale tak jak wspomniałem, w porównaniu z piłką nożną jest to bardzo mały odsetek.

To samo dotyczy twórców treści o tematyce koszykarskiej. Jest ich w Polsce może naście. Więc nawet gdybym głęboko wierzył, że kultura koszykarska w kraju kwitnie, to statystyki szybko sprowadzają mnie na ziemię i muszę jednak odpowiedzieć na Twoje pytanie przecząco, że kulturowo obserwujemy w Polsce koszykarski regress.

Co do stwierdzenia, że mamy w NBA rodaka, który nieźle sobie radzi to jest to niezaprzeczalna prawda. Marcin Gortat, jako jedyny reprezentant kraju za Oceanem ma się bardzo dobrze, a co najważniejsze promuje koszykówkę wszelkimi drogami, zarówno w USA  jak i w naszym kraju. Chwała mu za to, bo bez niego ten sport, byłby zupełnie pomijany przez media głównego nurtu, a to one – nie oszukujmy się mają wpływ na masy. Ciągnąc wątek obecności naszego rodaka w NBA, powoli musimy zastanowić się co dalej? Czy przypadkiem nie zostawi Marcin po sobie pustki, której nikt nie będzie w stanie zapełnić?  Zostały mu dwa lata kontraktu w Washington Wizards i pewnie on sam nie wie, czy nadal będzie grał w NBA po wypełnieniu tego kontraktu.

Musimy zdać sobie sprawę, z całym szacunkiem do Marcina, że długo na samej legendzie gracza NBA jako promotor koszykówki w kraju, nie pociągnie. Uważam, że należy spieszyć i wykręcić jak najlepsze wyniki promocji, póki jeszcze jest czas. Tak naprawdę temat promocji koszykówki powinien mieć oddzielny rozdział. Trzeba byłoby usiąść i dogłębnie przeanalizować fakty. Sam nie znam takich liczb, ale chętnie dowiem się jak np. przekłada się mecz GORTAT TEAM VS WOJSKO na liczbę młodych adeptów tego sportu. Jaki wpływ na koszykówkę mają jego campy. Bo jeśli nikłe, to taka promocja nie daje efektów i powinno się coś zmienić. Proszę, nie zrozum mnie źle, ale nawet gdyby Marcin Gortat potroił swoje wysiłki to i tak będzie to za mało, aby wrócić do czasów gdzie tak jak sam wspominasz każdy nastolatek miał w pokoju plakat Michaela Jordana.

Dziś w Polsce nawet nie ma czasopisma gdzie, taki plakat młody fan koszykówki mógłby nabyć. Polska na nowo potrzebuje mody na koszykówkę! Coś na wzór skoków narciarskich w czasach Adama Małysza. Oczywiście zdaję sobie sprawę, że za sukcesem idzie pogłos i gdyby Gortat regularnie grał w finałach NBA, to byłoby o nim i o koszykówce głośniej. Jednak głęboko wierzę, że poprzez dobrą promocję nawet bez znacznego sukcesu, można osiągnąć naprawdę wiele.

Wierzę, że jeśli Polska roztańczyła się po “Tańcu z Gwiazdami”, to podobnie może być w przypadku koszykówki. Trzeba tylko odpowiednio dobrej treści, których uważam brakuje, bo większość dziennikarzy skupia się na kopiowaniu lub analizowaniu koszykówki na sucho. Nikt nie zadaje sobie pytań dlaczego koszykówka w Polsce jest nieprzyjazna dla oka i nie mam tu na myśli poziomu zawodników. Myślę chociażby o dobrze zrealizowanej polskiej filmowej produkcji koszykarskiej czy chociażby reklamie zachęcającej do przyjścia na mecz lub dobrze zrealizowanej oprawie meczowej. Za Oceanem takie rzeczy dzieją się regularnie  i myślę, że koszykówka tam jest bardziej stanem umysłu, niż tylko sportem.

Zresztą takie rzeczy dzieję się nie tylko w Ameryce. Dla przykładu mogę podać ostatnią reklamę mlecznego napoju produkowanego w Grecji, który stworzył 4 minutowy film z gwiazdą greckiej koszykówki Janisem Andetokunmbo.

Ten krótki materiał gra na emocjach, pokazuje koszykówkę w taki sposób, że od razu chce się wyjść i pograć. Przy okazji jest zrealizowany jak wysokobudżetowy film.

Polska koszykówka nie potrzebuje sukcesów. Potrzebny jest nam na nowo zbudowany popyt na ten sport. Głód taki sam jak w czasach kiedy każdy nastolatek na osiedlu chciał być Jordanem. Jednak, żeby to zrobić trzeba wyjść poza utarte schematy. Zrobić coś czego w Polsce jeszcze nie było. Dziwię się np władzom Polskiej Ligi Koszykówki, bo na rynku jest mnóstwo utalentowanych ludzi, którzy tylko czekają na sygnał ze strony władz ligi, żeby zrobić jakiś filmowy materiał promocyjny na światowym poziomie.

Zresztą takich pomysłów na promocję jest sporo… wybacz rozgadałem się, ale w tym temacie można dawać nieskończone przykłady.

Jak myślisz skąd taki opór władz Polskiej Ligi Koszykówki? Od wielu osób słyszałem, że nawet jak pojawiają się tam młodzi ludzie, którzy chcą coś zmienić i zrobić fajnego to ich pomysły są torpedowane lub po prostu nie ma na nie budżetu.

Mam wrażenie, że słowa typu “nie ma na to budżetu” potrafią wypowiadać tylko ludzie leniwi i mało kreatywni. Aż wierzyć się nie chce, że taka instytucja jak PLK nie ma pieniędzy na założenie chociażby profilu na Instagramie, który przecież jest zupełnie darmowy, a dziś to jedno z czołowych mediów internetowych do komunikacji z fanami.

Problemem dzisiejszej koszykówki nie jest brak funduszy, tylko pomysł na ten sport i jego promocję. Zresztą o tym wszystkim pisał już u siebie na stronie www.ofens.coKosma Zatorski.

Idealnie wypunktował tam władze Ligi, które od kilku dobrych lat mają ewidentnie problem z dostosowaniem się do obecnej rzeczywistości. Nie wiem z czego to wynika, może po prostu w strukturach PLK pracują ludzie niekompetentni i nie rozumiejący na czym polega promocja w dzisiejszych czasach.

Jedno jest pewne – jeśli promocja koszykówki będzie wyglądała tak jak teraz i dbać o nią będą tylko amatorzy piszący w internecie, którzy robią to z pasji, zupełnie za darmo, to nigdy nie dogonimy zachodu i miną lata świetlne zanim pojawi się znowu u dzieciaków potrzeba grania w koszykówkę i wieszania plakatów koszykarskich gwiazd na ścianach.

Dlatego władze PLK powinny otworzyć się na ludzi, którzy od lat działają w internecie, zapewnić im odpowiedni budżet i pozwolić działać. Może kiedy znajdzie się więcej pieniędzy i dojdzie do takiej współpracy, a ludzie zajmujący się pisaniem o polskiej koszykówce i promowaniem jej zaczną na tym zarabiać i poświęcać temu znacznie więcej czasu niż tylko tak zwane „po godzinach”, polska promocja koszykówki zacznie cieszyć oko i przyciągnie więcej widzów, a co za tym idzie będzie większa szansa na to, że i poziom koszykówki w przyszłości wzrośnie. Wtedy jako fan koszykówki nie będę musiał czytać tych samych treści na każdym odwiedzanym profilu o tematyce koszykarskiej.

Porozmawiajmy o Twoim projekcie. Skąd pomysł na magazyn koszykarski poświęcony kulturze i sztuce?

Okazuje się, że koszykówka to nie tylko suche fakty, statystyki czy efektowne wsady i zagrania. Na kulturę koszykarską składa się mnóstwo innych dziedzin, które mam wrażenie nie są do końca pokazywane przez główne kanały zajmujące się opisywaniem koszykówki w polskim internecie.

Stąd pomysł na magazyn, który w głównej mierze powstawał z myślą pokazania koszykówki moim znajomym, którzy tak jak ja postrzegają grę, mają podobną wrażliwość i zwyczajnie nudzą ich informacje przekopiowywane z Twittera na Facebooka i odwrotnie. Czytanie tych samych newsów na 6 czy 7 różnych portalach jest po prostu nieciekawe. Magazyn to trochę wewnętrzny manifest na to co się dzieje teraz w polskim koszykarskim internecie. Poza tym gdzieś w przestrzeni chciałem pokazać swoje zdjęcia z podróży. Lubię wyjeżdżając, zapoznać się z ofertą lokalnych boisk i je odwiedzać. Czasami robię to z piłką czasami bez, ale zawsze towarzyszy mi aparat i  gdzieś te zdjęcia chcę pokazywać.

Opowiedz zatem więcej o sobie. O początkach Twojej pasji.

Pamiętam, że pierwsze swoje zdjęcia boisk wykonywałem zwiedzając i pracując w Norwegii jako student. Można powiedzieć, że od tego czasu tak trochę nieświadomie wszystko się zaczęło. Dużo dało mi umieszczanie zdjęć na Instagramie i poznawanie przez to medium ludzi szerzących podobną pasję.

Pewnego razu udało mi się nawiązać kontakt z człowiekiem, który odpowiada za większość sesji zdjęciowych marki K1X. Kevin Couliau to człowiek orkiestra i mój osobisty guru w kwestii koszykarskiej fotografii. Zainspirowany jego działaniami, stwierdziłem, że sam muszę zrobić coś swojego, stąd pomysł na magazyn.

Jednak pierwszy numer wyszedł dopiero w maju tego roku, ponad 10 miesięcy po tym jak udałem się w podróż autostopem po Europie, zwiedzając kilkanaście kultowych boisk koszykarskich w różnych krajach Starego Kontynentu. W momencie kiedy zdobyłem swój materiał, doszedłem do wniosku, że już czas, aby pokazać coś więcej.

Poza tym koszykówka towarzyszy mi od najmłodszych lat. Uczęszczałem do liceum o profilu koszykarskim i miałem okazję trenować pod okiem trenera Jerzego Szambelana, którego mam nadzieję nikomu w Polsce nie trzeba przedstawiać. Swoją drogą marzy mi się kiedyś zrobić artykuł i przeprowadzić wywiad z trenerem. Jego spojrzenie na świat i koszykówkę jest niebywałe.

Magazyn to mój wewnętrzny koszykarski głos, który już tylko sporadycznie bierze udział w rywalizacji na boisku. Można powiedzieć, że zamieniłem buty na pióro i aparat.

Twoja podróż szlakiem szykówki po Europie musiała być ciekawa. Zapewne widziałeś wiele niezwykłych miejsc. Nie mamy czasu, aby mówić o wszystkich – z czasem poznamy je w Twoim magazynie, ale gdybyś miał wskazać takie Twoje osobiste TOP3?

Do swojego TOP3 nawet się jeszcze nie zbliżyłem, bo te znajdują się za Oceanem, ale miałem okazję rok temu jeżdżąc autostopem po Europie zwiedzić kilka naprawdę ciekawych boisk.

Najbardziej rozpoznawalnym z nich bez wątpienia było boisko nieopodal placu Pigalle. Boisko, które jest w Paryżu ikoną, a po ostatnim liftingu zrobiło się o nim głośno nawet na portalach niezwiązanych ze sztuką czy koszykówką. Fajnie, że miałem okazję pograć na nim zanim jeszcze stało się o nim głośno. Pewnie wybiorę się na nie przy najbliższej możliwej okazji, bo wygląda teraz naprawdę ciekawie. Mam zamiar zrobić o tym boisku w przyszłości obszerny artykuł, więc na pewno trzeba będzie tam pojechać jeszcze raz.

paris

Również będąc w Paryżu, zupełnie przypadkowo znalazłem się na boisku przy stacji metra Glacière. To boisko wspominam wyjątkowo, mimo że wygląda podobnie jak kilka innych, znajdujących się pod estakadą nad którą biegnie linia metra. Spędziłem tam kilka godzin, grając kilkanaście meczy z lokalnymi graczami. Boisko znajduje się w okolicy gdzie wychował się Tony Parker, gwiazda francuskiej koszykówki – gracz San Antonio Spurs. Jak się okazało, legenda tego boiska głosi, że Parker już jako wschodząca gwiazda koszykówki, przegrał pewnego dnia w grze 1 na 1 z chłopakiem, który był totalnym amatorem. Takie historie tylko dodają uroku takim miejscom.

glaciare

Fajnym miejscem była Ljubljana, gdzie na terenie opuszczonych przez byłą armię jugosłowiańską koszar, znalazłem boisko – całe pomalowane w murale i graffiti. Na tym terenie znajduje się niezależne centrum kulturalne i wieczorami odbywają się tam ciekawe wydarzenia artystyczne. To takie miejsce, które mimo, że wygląda jak squat przyciąga do siebie artystów i tętni życiem nocnym. Na pewno tam wrócę zrealizować obszerny materiał i poznać dogłębniej historię tego boiska i miejsca.

ljubjana

Kiedy zatem wymarzona podróż do USA?

Nie ukrywam, że chciałbym jadąc do USA zrealizować przy okazji większy projekt. Mam kilka pomysłów, ale wiąże się to z odpowiednim budżetem. Dlatego póki co, odkładam wyjazd i skupiam się na lokalnym podwórku. Zresztą chciałbym wybierając się do Stanów mieć już w swoim dorobku coś więcej niż kilka numerów magazynu. Żeby wspiąć się na kolejne poziomy, docierać do pewnych osób i przez to osiągać kolejne cele, trzeba coś sobą reprezentować, a ja zdaję sobie sprawę, że w tym małym koszykarskim świecie jestem nikomu nie znaną osobą. Dlatego cierpliwie i małymi krokami wybieram się za Ocean.

Masz jakieś oczekiwania wobec magazynu? Wspomniałeś, że czytelników zainteresowanych koszykówką nie ma w Polsce zbyt wielu…

Nie znam dokładnych statystyk, jednak patrząc po ruchu na odwiedzanych przeze mnie stronach i profilach to naprawdę jest tak, że nawet te wyróżniające się treścią mają maksymalnie po kilkanaście komentarzy czy udostępnień.

Jeden z lepszych, jak nie najlepszy podcast w kraju o tematyce koszykarskiej – głównie o NBA, tworzony przez Bartka TomczakaPrzerwa na żądanie” ma tylko 2,6 tysiąca subskrybentów.

Stronę Zaspany.com na profilu facebookowym odwiedza około 24 tysięcy osób. Na profilu facebookowym PLK jest nieco lepiej, jednak to nadal tylko 30 tysięcy obserwujących.

Najlepiej ma się chyba magazyn MVP, ich śledzi ponad 60 tysięcy ludzi. Zatem sam widzisz, że te liczby nie są duże w skali kraju i pokazują w pewien sposób poziom zainteresowania, zarówno zagraniczną jak i rodzimą koszykówką.

Lepiej jest z oglądalnością polskiej koszykówki w TV – tam średnia oscyluje w przedziale 30 – 45 tysięcy widzów na mecz. Nie wiem jak to wygląda w NC+, która pokazuje mecze NBA – podejrzewam, że lepiej.

Także potencjał mamy, tylko, że nie przekłada się na niego promocja i zajawka na koszykówkę. Trzeba dotrzeć do widza, który, na co dzień nie ma styczności z tymi mediami. Zachęcić go w jakiś sposób, aby wszedł w świat koszykówki. Dlatego będę zadowolony jeśli chociaż, jedna osoba czytając magazyn złapie bakcyla i rozpocznie przygodę z koszykówką lub zacznie się nią zwyczajnie interesować. Może przełoży się to na uprawianie tego sportu przez nią lub jej najbliższych.

Jednak najważniejsze jest dla mnie, pokazanie koszykówki nie tylko jako samego sportu, ale pewnego rodzaju stylu życia i sposobu na spędzanie wolnego czasu. Ukazanie, że basket to nie tylko boisko i sama gra, ale też ta cała magiczna otoczka, która łączy ze sobą wiele dziedzin życia, od muzyki po modę przez design i sztukę.

Chcę przede wszystkim pokazywać w magazynie treści, które swoją estetyką będą zachęcały czytelników do zagłębiania się w świat koszykarski oraz w świat sztuki, bo jak się okazuję te dwie dziedziny przenikają się nawzajem.

Mogę zdradzić, że w drugim numerze ‘Livin’ on the court’ będzie można poznać zdanie wielu czołowych postaci obecnych na polskiej scenie koszykarskiej na temat ich własnych wizji na promocję koszykówki w Polsce. Szczerze mówiąc to nie mogę się doczekać, kiedy poznam ich zdanie na ten temat.

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

Praca nad magazynem wymaga czasu. Ile zajmuje Tobie przygotowanie i złożenie numeru? Zdradź też proszę z jakich rozwiązań od strony technicznej korzystasz?

Nie jestem w stanie określić ile dokładnie zajęło mi złożenie pierwszego numeru. Wiesz, ja to robię po godzinach. Nie mam określonego terminu wydania. Wychodzę z założenia, że lepiej jest dopieścić każdy detal niż wydawać coś z czego sam nie jestem zadowolony, byle tylko wyrobić się z terminem.

Choć zdaję sobie sprawę, że w przypadku większego odbioru to się może zmienić, ale póki co, tak jak mówię nie robię sobie zbędnego ciśnienia.

W każdym razie trudniejsze od samego składania jest zdecydowanie przygotowanie treści. Dużo czasu też zajmuje kontakt z ludźmi i oczekiwanie na jakieś teksty. Ale nie zrażam się, bo w końcu zdaje sobie sprawę, że wszystko powstaje z czystej pasji i nie można poganiać ludzi, którzy nie dostają za to wynagrodzenia.

Co do rozwiązań technicznych to korzystam tylko z Photoshopa i Illustratora. Te dwa programy póki co, w zupełności mi wystarczają. Powoli zaczynam uczyć się programu Adobe inDesign. W przyszłości chciałbym, aby magazyn ukazał się w formie papierowej, dlatego umiejętność posługiwania się tym programem okaże się niezbędna. Trochę wyprzedzam swoje ruchy, to tylko dlatego, że głęboko wierzę w przyszłość Livin’ on the court.

W jaki sposób chciałbyś wypromować magazyn, żeby dotrzeć do nowych czytelników? Czy myślisz, że magazyn w formie elektronicznej to odpowiednia formuła? Było trochę czasopism, co prawda poświęconych innym dyscyplinom, które pojawiały się, a potem były zawieszane, gdyż zapał twórców szybko mijał, a ciężko było o komercjalizację. Może lepszy byłby blog?

Być może blog pojawi się w przyszłości, nie wykluczam tego, jednak póki co jest to nierealne. Wydaje mi się, że nie da się tworzyć wartościowych, regularnych treści nie poświęcając się im w 100%. Póki co nie mogę sobie na pozwolić na to, aby porzucić wszystkie moje zajęcia i skupić się na tworzeniu magazynu. Nie chcę narzekać, ale trzeba za coś żyć. Pewnie dlatego, wiele czasopism upada. Tworzący go, narzucają sobie terminy, mają wobec nich wielkie oczekiwania, przez co jeśli wynik nie pojawia się od razu, tracą motywację i zapał.

Dla mnie magazyn to droga do wymarzonego celu , a nie cel sam w sobie. Nie chce wmawiać sobie, że coś muszę – wtedy wydaje mi się , że mogłoby przyjść załamanie, jakiś brak sensu i wiary w to co robię.

Na szczęście mam wspaniałą dziewczynę, która wspiera mnie na każdym kroku i korzystając z okazji chciałem Jej za to podziękować. Wiem, że Kasia na pewno przeczyta ten wywiad. Tworzę magazyn zupełnie sam, ale jeśli trzeba to zwracam się do Kasi z jakimś pytaniem. Ona zupełnie nie siedzi w koszykówce, więc jest takim moim oknem na świat ludzi, którzy nie mają za dużo wiedzy o koszykówce. A przecież m.in. dla takich ludzi kieruje swoje treści.

Żeby nie przedłużać to nie zdradzę Ci pomysłów na promocję, bo one zmieniają się z dnia na dzień. To taki proces, w którym mogę sobie eksperymentować i doświadczać różnych sposobów promocji, bo jak wspominałem, magazyn wychodzi zupełnie niezależnie. Tak jak ja, tak samo cały proces tworzenia ewoluuje. Dzięki temu uczę się każdego dnia, wierząc, że idę w dobrą stronę.  

Dla czytelników ważna jest jednak regularność. Czy chciałbyś dojść do momentu, że magazyn wychodzi cyklicznie np. zawsze ostatniego dnia danego miesiąca?

Zdaję sobie z tego sprawę i wiem, że na pewnym etapie będę musiał zadbać o regularność. Chciałbym wydawać kwartalnie. Cztery numery w roku to póki co, idealna dla mnie liczba i przede wszystkim osiągalna w pojedynkę. Oczywiście życzyłbym sobie, aby móc wydawać miesięcznie w formie papierowej i tylko temu się poświęcać. To byłoby naprawdę coś, móc żyć tylko z tworzenia treści koszykarskich  i podróżowania po świecie skacząc z aparatem z boiska na boisko.

Czy jesteś otwarty na współpracę? W jakim zakresie potrzebowałbyś najbardziej pomocy?

Oczywiście, że tak!

Zresztą, taka współpraca już się pojawia i jest spory odzew ze strony osób zainteresowanych wspólnym działaniem. W głównej mierze są to pasjonaci, którzy tak jak ja działają w obszarze koszykówki zupełnie za darmo, często nawet dokładając do swych działań z własnej kieszeni.

Dlatego też nasze możliwości są w pewnym sensie ograniczone, bo nie ukrywajmy, ale pieniądze otwierają pewne drzwi. Z drugiej strony, będąc niezależnym mogę tworzyć według własnego uznania i nikt nade mną nie stoi. Jestem szefem dla siebie i póki co to mi odpowiada. Choć nie ukrywam, że fajnie byłoby spotkać kogoś kto w 100% mi zaufa, pozwoli działać i jeszcze zapewnia środki finansowe lub wsparcie jakiegoś innego typu.

Podoba mi się, że traktujesz magazyn jako drogę do wymarzonego celu. Gdzie w polskiej, a może w światowej koszykówce chciałbyś być za 5-10 lat?

Nie zastanawiam się gdzie będę za tyle lat. Na pewno chciałbym nadal tworzyć magazyn i stale podnosić jego jakość. Fajnie byłoby ugruntować swoją pozycję na rynku i stać się rozpoznawalnym tytułem wśród czytelników. Resztę wierzę, że przyniesie samo życie. Wyznaję zasadę, że jeśli coś jest stworzone świadomie i w granicach dobrej estetyki, a do tego poparte jest to ciężką pracą to zawsze znajdzie odbiorców.

Zdjęcia wykorzystane w artykule: Bartłomiej Polak / Livin’ on the court

Marzysz o pracy w branży sportowej?
Rozwiń swoją karierę razem z nami! Akademia PracaSport.pl to pierwsza w Polsce, internetowa platforma edukacyjna dla osób z branży sportowej. Zdobędziesz nową wiedzę i umiejętności, które przybliżą Cię do wymarzonej pracy w sporcie.

Kliknij i dowiedz się więcej